Wiki cz.7 “Porażka głupców”

 

https://www.youtube.com/watch?v=7dW7ZpSpaZo

 

 

Część 6 do poczytania: http://ecoego.pl/index.php?option=com_content&;task=view&id=986

 

Myślałem że nigdy nie napiszę siódmej części sagi… ale myliłem się. Nie pierwszy i ostatni raz zapewne. Ale skoro opisywałem całą sytuację, dokończę ją.
“Praw­dzi­wego mężczyznę poz­na­je się nie po tym, jak zaczy­na, ale jak kończy.” To słowa waszego ulubionego polityka, Leszka Millera. Czy za platformą byliście, Wiki ciemiężyciele, bo już nie pamiętam? Nieważne.

Starsza Pani umarła, jak odejdzie każdy z nas. Jej ostatnie miesiące, wypełnione były gniewnymi pomrukami i krzykami ukochanego synka Pana Adama (przez telefon), który zachęcał nie mogącą już chodzić, bardzo cierpiącą (bezustannie na silnych lekach przeciwbólowych) trwale leżącą (i nawet w trakcie leżenia mającą niewydolność oddechową) matkę do zgłoszenia na policję Wiki, czy zadzwonienia do prawnika. Oczywiście na swój koszt, czyli plan był absolutnie genialny – Pan Adam (multimilioner z dojczlandu, własna klinika) chce zniszczyć swoją siostrę, więc starsza Pani chapnie emeryturę Wiki i z niej opłaci prawnika który ukarze Wiki…

Bez litości…

Tak, to nie żart. Do końca życia starszej Pani, była ona podjudzana przez Pana Adama by zaszkodzić swej siostrze – Wiki.
To jakby nie jest żaden news, pisałem o tym w każdym odcinku sagi. Natomiast czy z racji agresywności Pana Adama, czy przeczuwania śmierci przez starszą Panią, wyszło kilka ciekawych rozmów telefonicznych, które oczywiście poznałem.

Otóż z rozmów między matką a synkiem okazało się to, o czym zawsze pisałem. Pan Adam był wściekły, że jako najstarszy syn nie dostał domu. Starsza Pani zripostowała, że dach PRZECIEKAŁ. Krótko mówiąc, starsza Pani miała świadomość że dom w którym mieszka jest ruiną i nie stać jej na jego naprawę. Mało tego – wiedziała że Pan Adam nie da ani grosza na jego naprawę, o czym sama mu powiedziała. Pan Adam mało nie eksplodował z tłumionej furii… jedynie świadomość że rozmowy mogą być nagrywane, powstrzymała go od jedynie słusznej, gniewnej reakcji.

Niewdzięczne zadanie

Sposób na utrzymanie domu był tylko jeden – przekazać go za pomocą umowy “dożywocia” Wiki, która zgodnie z chytrym planem nie tylko go wyremontowała, ale i zrobiła porządną dobudówkę. Pozostało tylko pilnować, by Wiki nie związała się z żadnym mężczyzną – by dom i wszystko co wypracowała ciężką harówką, dostało się ukochanym synkom.
Starsza Pani wzięła na siebie te niewdzięczne zadanie. Każdy kolega był przepędzany, były awantury, wrzaski, oskarżenia. Facet w domu = poważne kłopoty z agresywną mamusią.
I jak wrażliwa, chora na serce kobieta tyrająca po 16h na dobę, miała poradzić sobie z agresywną, cały dzień leżącą i oglądającą seriale matką? Po prostu nauczyła się unikać jej presji, gniewu – i unikała facetów jak ognia. To może wydawać się nieprawdopodobne, ale ja widziałem kilka razy na własne oczy ten gniew – i był straszny. To nawet nie był gniew, to była nieludzka nienawiść. Z drugiej strony Starsza Pani była niezwykle miła, kiedy było jej to na rękę. Koszmar istniał tylko za zamkniętymi drzwiami. Na szczęście kiedyś nagrałem jej atak furii, i dzięki niemu doprowadziłem do sprawy sądowej. Gdyby nie nagranie, nikt by nie uwierzył w to, że tak cudowna Starsza Pani nie jest wcale tak cudowna, ba! Jest wręcz z piekła rodem.

Lekarz który zabija…

Pan Adam tego nie wie, ale po jego oskarżeniach przez telefon Starsza Pani wielokrotnie bardzo te rozmowy przeżywała. Trudno mi opisać, jak lekarz, dorosły, inteligentny facet, może coś takiego zrobić matce. To jest nie do pojęcia, zwłaszcza że matka niemalże czciła dwóch synków i zawsze była dla nich aniołem. Zwłaszcza Pan Adam, człowiek sukcesu – lekarz który odniósł sukces w dojczlandzie, był jej oczkiem w głowie i wszystkim się nim chwaliła. Panem Markiem znacznie mniej, nic nie osiągnął w sensie materialnym.
To tak, jak Pan Adam jakiś czas temu, poprosił o remont brata, Pana Marka – zapłacił mu tylko za gaz spalony w podróży do niemiec, nie płacąc za pracę. Ja podziwiam tę oszczędność, bo sam bym się wstydził wykorzystywać biednego, rodzonego brata. Za to sobie Pan Adam nie żałuje. Jak ciuchy, to najdroższe. Jak sport, to tylko elitarny golf. Jak komputer, to tylko mac. Jak podróże, to tylko do najdroższych hoteli na świecie. Na brata i chorą matkę pieniędzy już brakło.

Co do Pana Marka – jego postawa gdy dzwonił do matki była w sumie neutralna. Nie podjudzał, nie nastawiał matki przeciwko swojej siostrze, która go przez ostatnie trzydzieści lat mocno wspierała (utrzymywała to jednak za mocne słowo), a w zamian za to wzywał jej do domu trzykrotnie policję i robił z małżonką inne świństwa.
Z drugiej strony nie próbował załagodzić konfliktu między matką a córką – a powinien jako syn tak zrobić. Powinien sprawić, by ostatnie chwile życia matki były wypełnione zgodą, a nie wzbudzonymi przez nich niesnaskami i nienawiścią – zwłaszcza że ostatnia rozmowa Starszej Pani z Markiem, była rozmową w której powiedziała że spodziewa się śmierci, i z wyrzutami dlaczego nie przyjechał.
Nie przyjechał, bo nie było pieniążków z emerytury. Jak zwykle.

Przyjął pięćset złotych chętnie…

Tu przypomina mi się moja śp. babcia, oraz jej synowie (czyli mój tata, wujkowie i ciocie). Każdy robił co mógł, by w obliczu śmierci uprzyjemnić jej odejście – mówić tylko to, co babunię ucieszy. W rodzinie Wiki było jednak inaczej – nienawiść była utrzymywana do końca.

Po pogrzebie doszło do spotkania w domu rodzinnym. Mówiłem Wiki że śmierć matki to chwila, gdy rodzina powinna być razem – mimo wszystko. Mało tego – nawet namówiłem Wiki do tego, żeby na urodziny Pana Marka wysłała mu pięćset złotych. Jakąż miałem zabawę, gdy chętnie podał numer konta…
… facet który wzywał siostrze policję do domu, który podjudzał matkę do nienawiści wobec własnej córki… facet którego żona przy nim zapowiedziała, że Wiki straci swoją rodzinę a on milczał… facet który wyciągał łapkę po pieniądze całe życie, a później mścił się za to tak, jak tylko zakompleksiony, nienawistny i głupi człowiek potrafi…

Gorzkie podsumowanie

I co żeście osiągnęli? Po co było to wszystko? Wyciąganie za łapówki od policji moich danych sądowych, żeby mi zniszczyć opinię gdzie się da (a do mnie się uśmiechaliście miło)… Te ostatnie lata życia matki w jej gniewie i nienawiści, w koszmarnych emocjach, kłótniach, niesnaskach… i co teraz? Zadowoleni jesteście? Wiki miała paść od waszych ciosów, a sami klepiecie biedę… i znowu łapkę wyciągacie po pieniążki. Może Pan Adaś coś da? Nie da…

Przypominam słowa Pana Marka: Miałem zostawić Wiki w samych gaciach. Minęło chyba z siedem lat… i co wyszło z tego bredzenia? Wypadałoby przeprosić. Mnie nie musicie (co to zmieni? Dla mnie będziecie zawsze łajniakami), ale Wiki by wypadało. Starą, schorowaną kobietę po trzech zawałach, którą chcieliście zaprowadzić do grobu w panicznym lęku przed utratą majątku. No i się nie udało. Jak zwykle. Nieudacznicy w każdej dosłownie sprawie.

No to do widzenia, no to cześć.

0Dodaj komentarz