Wiara zabija szczęście

 

 

Dla mnie osobiście, człowiek wierzący że nie ma żadnej wyższej przyczyny naszego istnienia (Boga, “wielkiego”architekta, planu itd.), jest takim samym fanatykiem jak katolik, żyd, muzułmanin i wierny wyznawca każdej innej religii. Zamiast ślepej wiary w wymyślony przez bajkopisarzy byt wyższy, występuje tu ślepa wiara w brak bytu – czyli treść bajki inna o 180 stopni, ale mechanizm identyczny.

Słodkie wątpliwości

Jeden wierzy w bajkę korporacji religijnej, która wieloletnim powtarzaniem “instaluje” w nim poczucie winy, niechęć do seksu i strach przed demonami, by trzepać na nim kasę i mieć niewolnika (złe samopoczucie gdy robi coś niezgodnego z interesami korporacji, dobre gdy robi im dobrze) – drugi podpiera się nauką, której poziom w stosunku do złożoności świata jest śmiesznie niski.
Człowiek uczciwy i wrażliwy powinien mieć wątpliwości – póki co nauka nie umie wyleczyć nawet kataru, nadal nie wiemy z czego stworzona jest rzeczywistość, nie znamy nawet do końca planety na której żyjemy, a wydajemy kategoryczne osądy o tym, że tak nieprawdopodobnie cudowna komplikacja wszystkiego co istnieje, wzięła się ot tak, z przypadku.
Czym się to różni od wiary w Mahometa, który na koniu poleciał do nieba, martwego ciała które ożyło, albo Boga miłości który w starym testamencie kazał mordować, gwałcić, kastrować, palić, porywać i wpadał w szał kończący się stosami trupów? Który powiedział że jeden naród jest jego ukochanym, a cała reszta to goje – frajerzy do ograbienia z pieniędzy i pracy rąk swoich?

Odwieczny lęk umysłu

Dla mnie niczym. Oboje są w zasadzie tacy sami. To ten sam odwieczny lęk umysłu, który nie umie zaakceptować swojej niewiedzy – tego że w istocie pojawiamy się na tej przedziwnej planecie, żyjemy i znikamy a nikt nie wie o co w tym w ogóle chodzi – ani dlaczego tak się dzieje, ani czy po śmierci przetrwamy. To przerażające, ale i fascynujące. Gdy uświadomić sobie ten fakt w pełni, można doświadczyć wirowania w głowie i euforii wymieszanej z lękiem, ciekawością i urokiem niezgłębionej tajemnicy.
Wiara w cokolwiek (jednego z setek czy tysięcy bogów, albo w ich brak) ma moc sprawienia, że niepokój i poczucie niepewności znika. Ale wraz z nim kończy się poczucie przygody, przyjemnej dezorientacji, zachwytu. Ceną za iluzoryczne uwolnienie się od lęku (wierzący przeżywają takie same tragedie jak niewierzący), jest potężne ograniczenie swych emocji – to amputacja ciała emocjonalnego, ograniczenie wielkiego spektrum przeżyć do których zdolny jest człowiek. Jeśli nie wiesz co Cię czeka, czy przetrwasz – każda chwila oprócz lęku daje upojenie, słodycz, poczucie nieopisanej wolności. Człowiek zabetonowany w jakiejkolwiek wierze, jest martwy. Nie raduje się chwilą tu i teraz, nie odczuwa jak drogi i bezcenny jest czas na tej ziemi. Zamiast żyć tu i teraz, czeka na wieczne niebo po śmierci. Ale skoro nie ma umiejętności cieszenia się tu i teraz, jak będzie cieszył się wiecznością w niebie?

Przyczyną zła zawsze lęk

Ludzie w imię walki z lękiem dopuszczali się najstraszniejszych rzeczy – wojen, rzezi, ludobójstwa. Ale ich agresja nie szła tylko na zewnątrz, ale przede wszystkim do środka. Najpierw okaleczali siebie, pozbawiając się cudownej lekkości istnienia wynikającego ze świadomości swej niewiedzy, a później ranili innych. Najpierw na przerażony umysł nakładali jakąś ideę, nieważne czy to religia, idea polityczna czy filozofia, a gdy już poczuli że świat staje się zrozumiały, mordowali tych, co na swój umysł przyjmowali inną ideę. Najpierw człowiek pozbawia się lęku ideą, twardnieje i staje bezlitosny, a później własne nieszczęście pod nazwą krzewienia wiary przerzuca na innych.
Życie z wątpliwościami jest piękne, delikatne – daleko mu do twardości i bezwzględności fanatyków. Wątpliwości dają miejsce na ciekawość i badania, natomiast pewność wyklucza badanie ze strachu, że wyjdzie coś innego niż to w co wierzę. Z kręgu naukowców większość zawsze była taka, co zatrzymywała się na danym etapie wiedzy o świecie – a kto był ciekawy i chciał iść dalej, był wyśmiewany i niszczony. Słowami że to niemożliwe, tłumiono własny strach o to, że nie mamy racji. Ilu ludzi przeżyło dramat, zanim przekonano świat o kulistości ziemi?

Prawda jest jedna

Prawda jest jedna – jest nią rzeczywistość której ani nauka, ani religie nie są w stanie ogarnąć. Urodziliśmy się na krążącej w pustce planecie, od razu przyporządkowano nas do narodu, miasta, religii, tradycji i określonych zachowań. Zaczęto nam wmawiać kim jesteśmy, jak mamy się czuć i jak reagować na wszystko co spotkamy w życiu – ale to są tylko słowa, definicje, nic więcej. Jestem istotą ludzką, która urodziła się w Polsce. Nie wybierałem tego, po prostu się tu pojawiłem. Dlatego poczucie narodowości jest programem w głowie, takim samym jak religia i tradycje.

To jak z komputerem, na którym możesz zainstalować jeden z wielu programów operacyjnych. Mi akurat zainstalowano taki a nie inny – i moją rolą świadomego człowieka jest go szanować, ale wiedzieć że moja prawdziwa tożsamość to bycie człowiekiem i nikim więcej. Wszystko inne jest narzuconą mi, sztuczną i wymyśloną przez kogoś ideą. Oczywiście, organizacja państwa dała nam wielkie korzyści, ale też i wielkie wojny i rzezie. Jestem jednak realistą – na tym etapie świadomości ludzkości, państwa są bezwzględnie potrzebne i konieczne, podobnie jak tożsamość narodowa. Z tego względu lubię Polskę, dostrzegam jak pięknym i silnym jest krajem, chociaż od wieków rządzonym przez zdrajców.

Śmierć nadaje sens istnienia

Żyjemy i umieramy – nasze ciała się dosłownie wyłączają, zaczynają gnić i cuchnąć, więc trzeba je jak najszybciej zagrzebać w ziemi albo spalić. Otaczają nas nieprawdopodobne cuda – ale ich nie widzimy, gdyż wybraliśmy pewność i bezpieczeństwo jakie dają wierzenia, wyzbywając się rozkoszy niepewności. Żyjemy jak roboty, mechanicznie, pełni nawyków i odruchów które nam “zainstalowano” w młodości – żyjemy według cudzego pomysłu, aż w końcu umieramy. Nasze życia to niekończąca się frustracja, ból pragnienia, rozpacz gdy zaspokojenie pragnienia przynosi tylko chwilową ulgę… i od nowa. Dziś pragniemy jednej rzeczy, jutro drugiej a pojutrze następnej. Te cykle napięcia, pragnienia i chciwości oraz ich zaspokojenia, wypełniają nasze życie – czyli nie różni nas to od zwierząt.

One też zaspokajają swoje potrzeby, czują z tego przyjemność. Jednak widać że czymś od zwierząt się różnimy – możemy zmieniać idee którymi się kierujemy, co jedni nazywają zdradą (ci którzy też w nią wierzą i zostali osłabieni naszym odejściem), albo wielkością (ci których wzmocniliśmy przejściem do ich grupy). Możemy też w ogóle zrezygnować z życia ideami, co jest wielką sztuką. Otoczenie, zwłaszcza te “kochające”, nigdy nie pozwoli byśmy się uwolnili od cudzych idei, które układają nam życie po cudzej – a nie naszej myśli.

Dojrzewanie to oczyszczenie z cudzych idei

Człowiek dojrzały to ten, który wyrzuca wszelkie śmieci ze swojej głowy, wszelkie wierzenia religijne, wszelkie bajki pseudonaukowe – po prostu obserwuje i dziwi się, zachwyca. Bez infantylnych, dziecinnych tłumaczeń które oferuje nam nauka i religie, świat jest magiczny, przerażający ale i oszałamiająco piękny. Życie przestaje być męką, a zaczyna być przygodą. Wiemy że może w każdej chwili się skończyć – i nic na świecie nie jest nam w stanie w tym pomóc. Śmierć może przyjść z zewnątrz, albo od wewnątrz. To budzi napięcie, zachwyca, olśniewa i czyni z każdej chwili coś magicznego. Człowiek żyjący wiarą traktuje chwilę jako szczebel do wyższego celu, nieba – a człowiek żyjący prawdą traktuje chwilę jak świętość, jak Boga, który nie wiadomo czy istnieje. Pierwszy życiem się nudzi, drugi nim bawi – i wątpię by poszedł za to do piekła.
Dlaczego dzieci są tak żywotne? Bo jeszcze nie zabetonowali swej ciekawości w ciasnym i nudnym zestawie definicji i wierzeń o życiu. Jeszcze nie są katolikami, żydami, muzułmanami, komunistami, faszystami, korwinowcami, fanatycznymi wielbicielami nauki. Ale już nad nimi pracują olbrzymie, doskonale zorganizowane i opłacane organizacje, by mieć mięso armatnie dla siebie. Żywotność dziecka ustąpi miejsca lękom, poczuciu wyższości, poczuciu winy, seksualnym obsesjom i stłumieniom, nienawiści. Wszystko oczywiście w imię dobra, jakżeby inaczej.
Religia Ci mówi o Bogu, nauka o wielkim wybuchu – ale to są tylko teorie, których nijak nie można sprawdzić. Za sto lat będą nowe wierzenia i nowe teorie naukowe, a ludzie nadal będą wpadali w szpony toksycznej i zabójczej pewności, pozbawiając się cudownych uczuć wypływających ze świętej wątpliwości.
Święta trójca to święta wątpliwość, święta ciekawość, święta ekscytacja tajemnicą. Warto badać ten świat, poznawać i odkrywać jego tajemnice – ale im więcej nauka odkrywa, tym więcej jest do zbadania. Powodów do zachwytu nie zabraknie nam przez najbliższych kilka milionów lat, jeśli w imię dobra i jednego z tysięcy Bogów nie zdetonujemy tej planety na dobre.

Problemem jest umysł

Problemem nie jest nauka, ale lęk umysłu, niechęć do wolności. Na pewnym etapie wiedzy zatrzymasz się i przyjmiesz ograniczajace przekonania, by zyskać spokój, uczynić falujący i niepewny świat stabilnym – i to będzie koniec prawdziwego naukowca, wynalazcy. Sam siebie będzie ograniczał, by nie naruszyć własnych wierzeń.
Wyobraź sobie księdza, który odkrywa w ziemi pod swoim domem stare manuskrypty, po czym okazuje się – strzelam – że Jezusa wymyślili żydzi, by zniewolić miliardy ludzi w poczuciu winy, lękach, by móc łatwiej nimi kierować np. za pomocą pieniądza który kontrolowali. Co by zrobił? Ogłosił to? Straciłby robotę, gdzie by poszedł? Co z szacunkiem i podziwem ludzi, którzy by go teraz na ulicy opluwali za herezję? Gdzie by spał, co jadł?
Tak samo naukowiec który ma jakąś wizję, gdy odkryje że się mylił będzie w pewnym sensie skończony. Myślisz że odważy się wyznać prawdę?

Mechaniczka ludzkość

Masa ludzi ma takie przekonania, które im wtłoczono do głów. Niektórzy dla nich zabiją – chociaż nawet ich nie rozumieją.
Pojawiasz się, żyjesz kilkadziesiąt lat, znikasz, przychodzą następni i wsadza się im do głowy masę bzdur. Za tysiąc lat będą nowe religie, państwa, imperia i wojny światowe albo wszechświatowe. Ty umierasz, ale ziemia nadal się kręci, słońce wstaje… nic się nie zmienia. Czy to nie dziwne? Jeśli spojrzysz oczyma dziecka, odczuwasz magię tego zagadnienia, jego cudowność. Jeśli patrzysz oczyma wiary, widzisz statyczny, nudny obraz i lęk, bo Ci wmówiono że jak będziesz grzeczny, to pójdziesz do nieba, a jak będziesz fikać przeciwko zastanemu porządkowi, tradycji, to prosto do piekła gdzie demony będą Cię przez całą wieczność torturować, bo nie chodziłeś do budynku i nie robiłeś określonych ruchów rękami, a odpowiednich słów ustami. Śmieszne i straszne zarazem.
Religia potwornie okalecza ludzi, zabierając im cudowność – a w zamian dając fałszywą pewność, wiarę. Religia działa na lęk jak alkohol. Zmniejsza go, ale zabiera całe piękno istnienia. No i kac. Zamienił stryjek siekierkę na kijek.

 

http://newsy.braciasamcy.pl/   nowy portal dla nas.

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!

——————–

Setki moich felietonów KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek „Kobietopedia” KLIK, Stosunkowo dobry”, oraz „Wyprawa po samcze runo” w E wersji, KLIK.  Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to coztymikobietami@onet.pl

0Dodaj komentarz