Ulepszanie swego życia

 

                                                             

 

 

Ludzką specjalnością jest ulepszanie swego życia w każdy możliwy sposób. Coraz lepsza technologia sprawiła, że życie stało się dużo wygodniejsze, bezpieczniejsze; zauważono jednak że szczęścia to nie dało.

Posikałbym się

Gdyby mi w wieku dziesięciu lat pokazano dziesiejsze gry, posikałbym się z emocji. Nie spałbym po nocach, wyobrażając sobie jak wspaniale będzie żyć i grać. No i się okazało że i owszem, fajnie jest pograć, ale po jakimś czasie się nudzi, a czas stracony na grach mógłbym poświęcić na coś konkretnego, też dającego radość.


Entuzjaści marzący o technologii jutra, naiwnie myślą że da im to satysfakcję; myślą podobnie jak pakerzy, który kojarzą z większą masą mięśniową swoją satysfakcję, szczęście, komfort gdy strach związany ze słabością ciała się zmniejszy; nie zmniejszy, jeszcze wzrośnie, bo to nawyk psychiczny i nie ma nic wspólnego z ciałem. Ciągle będzie za mały triceps, albo mięsień łydki za duży – pełnej satysfakcji nie osiągnie na pewno, ciągle będzie jej oczekiwał w przyszłości, gdy tylko to się zwiększy a tamto zwiększy. Zadowolenie z ciała przy okazji jest obciążone wielkim lękiem, bo jak wiemy, można je szybko stracić. Pierwsza lepsza kontuzja czy lanie na ulicy (uniemożliwiające treningi), zajadanie wynikających z tego stresów pizzą i po pięknym ciele pozostają tylko fotki na fejsie, gdzie nasz piękniś się wypina i wygina wysmarowany olejkiem, a solary z dzióbkiem podobnym do rozepchanego odbytu go komplementują. Nie chcę być źle zrozumiany – ćwiczenia są wspaniałe, warto dbać o siebie, ale gdy człowiek utożsamia z nimi swoje poczucie szczęście, spełnienia, zakłada sobie pętlę na szyję. Im więcej uwagi poświęconej na pięknie ciała, tym więcej lęków o utratę idealnych proporcji. Im wyżej się wespniesz w tej zabawie, tym boleśniejszy będzie upadek – który musi nastąpić, ponieważ ciało się starzeje a w końcu umiera. Rozwiązaniem jest rezygnacja z nadmiernej koncentracji na ciele, a przeniesienie jej na coś, co jest absolutnie trwałe. Szukanie spełnienia w ciele jest skazane na przegraną, zawsze – a zanim do niej dojdzie, będzie się trzeba solidnie nacierpieć.

Czekanie, ekscytacja, nuda, znowu czekanie; i tak w kółko

Dziś czeka się na oculusy i coraz mniejsze, bardziej energooszczędne gadżety – i ktoś kto umie wyciągać wnioski, zrozumie że po chwili ekscytacji przyjdzie nuda i przygnębienie, ponieważ umysł do wszystkiego się przyzwyczaja; co wczoraj wzbudzało emocje, dziś jest nudne. A kto zrozumie jak działają jego własne emocje (czyli kierująca życiem podświadomość), bo przeczyta moją książkę “Stosunkowo dobry”, uświadomi sobie jak gry go niszczą, w jak subtelny sposób obniżą jego szansę na naprawdę duże sukcesy, dając w zamian chwilową ekscytację po której zawsze przychodzi dół. Problem w skrócie polega na tym, że podświadomość nie odróżnia czy nasze myśli powstają w wyniku realnych zdarzeń, czy tylko wymyślonych – i tworzy z nich wzorce reakcji, które nami dosłownie kierują. Jeśli teraz opluwasz monitor nie zgadzając się z moimi słowami, także robisz to w ściśle określony we wzorcu (programie) sposób. A grając odczuwamy emocje – które w różne sposoby są później manifestowane w naszym życiu. To nie magia, wszystko jest bardzo proste i logiczne.

Jeśli czujemy chęć na wygranie, będziemy ją czuć w życiu – czyli w jakiejś dziedzinie życia nie osiągniemy zamierzonych celów, bo realizowane będzie pragnienie a nie poczucie zaspokojenia. Jeśli podświadomość nie chce byś coś osiągnął, posrasz się a tego nie zdobędziesz. Sukces to zawsze połączenie woli i emocji, a jak chcesz być szczęśliwy, skoro podświadomość ciągle jest bombardowana lękami, frustracjami i stresami odczuwanymi w trakcie gry? Ona później to wszystko Ci odda z nadmiarem, ale w różnych dziedzinach życia. Skoro wrzucasz w ciało syfne jedzenie, będziesz chorował; Jeśli w umysł, zachorujesz na lęk bądź jakiś rodzaj frustracji, przygnębienie, rozpacz, żal. Proste, nieprawdaż? A jak zatankujesz auto chrzczoną benzynką, silnik padnie. Jak chcesz się dobrze wyspać, musisz dobrze sobie pościelić. To wszystko jest bardzo proste, ale ludzie z uporem maniaka wpychają w siebie śmieciowe jedzenie i jeszcze bardziej zjełczałe informacje o tragediach w afryce, a później się dziwią że to wszystko w nich gnije, psuje się i powoduje wszelkie możliwe problemy.

Graj, ale znaj cenę

Jeśli zrozumiesz w jaki sposób działa Twoja własna podświadomość (czyli sterujące Twym życiem emocje i nawyki), pięć razy się namyślisz zanim obejrzysz horror czy zagrasz w grę. Każda emocja to tworzenie nawyków myślowych, a one pchają nas ku określonym doświadczeniom, czyli subiektywnym interpretacjom. Jeśli znasz cenę jaką MUSISZ zapłacić, gry nie są już takie fajne. Jeśli tej ceny nie widzisz, i tak doświadczysz konsekwencji. Niewiedza nie zwalnia nas od konsekwencji. Za sto lat pewnie się dowiemy, ile rzeczy w naszej diecie było dla nas szkodliwych, toksycznych – ale to że teraz tego nie wiemy, nie uwolni nas, nie da nam taryfy ulgowej.

Po chwili oszołomienia nowymi technologiami, wróci stara rozpacz i poczucie beznadziejności, przerywane podnieceniem że coś w przyszłości – jakiś gadżet, bardziej zaawansowana wirtualna rzeczywistość dadzą nam zadowolenie. Łapałem się na to z każdą nową grą, a chociażby w skyrim spędziłem 420 godzin; nie zliczę boha ha ha terskich czynów których dokonałem, ale po chwili podniecenia trzeba wrócić do reala, do wypracowanych powtarzaniem reakcji emocjonalnych. Teraz podobnie widzę szaleństwo w oczekiwaniu na pecetowe GTA V – chwilka podjarki, później wróci stare. A czas bezwzględnie mija, tracony na żonglowaniu pikselami zamiast osiągnąć coś faktycznie trwałego, coś co przyda nam się w życiu. Rozrywka powinna działać wielokierunkowo – np. ćwiczenie zapasów, chodzenie po górach, pływanie, czytanie książek, oprócz rozrywki daje korzyści jak lepsze zdrowie, umiejętność obrony, kształtuje w nas podziw dla piękna przyrody. A co daje siedzenie i giercowanie? Coraz gorszy wzrok i wygięty kręgosłup, nadwagę i choroby wynikające z braku ruchu, a także wysilany sztucznie tworzonymi emocjami system nerwowy, przygnębienie zawsze występujące po emocjach.

Nieliczne chwalebne wyjątki

Gry (komputerowe, izolujące Cię od ludzi) to jeden ze sposobów ogłupiania ludzkiego stada, by otępiałe nie rozumiało co się dookoła niego dzieje, by uciekało od nudy do sztucznej rozrywki – a to w spokojnym przebywaniu z samym sobą, można dojść do ważnych refleksji na temat swego życia, zmienić się. Są w grach oczywiście chwalebne wyjątki, np. hearts of iron gdzie trzeba pomyśleć. Tym co przywiązuje nas do gier, jest możliwość ulepszania postaci, broni, znajdowanie nowych przedmiotów; chcemy ulepszać i budować w pogoni za satysfakcją, która jednak ciągle przed nami ucieka. Da całusa i odchyli sukienkę pokazując kształtną łydkę, rozpalając nadzieję na więcej, ale gdy jesteśmy gotowi, chichocząc znika jak senna zjawa. 

Ludzie kochają poczucie przyjemności, a całe życie jest jego poszukiwaniem; każdy lubi oczywiście coś innego. Jeden się dowartościowuje założeniem rodziny, inny firmą, ktoś lubi podjeść, upić się, jeździć dobrym autem – a jeszcze ktoś kocha się katować, biczować, poświęcać, mając dzięki temu działaniu poczucie bycia lepszym od innych, bardziej uduchowionym, świętym. Prosta dziewczyna ze wsi hajta się z arabem, dowartościowując się tym tak samo, jak ktoś kto daje pieniądze na dobry cel, rozgłaszając to wszem i wobec.

Ludzie są różni

Ludzie na najniższym etapie umysłowości, rozwijają tylko swe ciało. Pompują mięśnie, ćwiczą uderzenia, gdyż widząc jakim podziwem był otaczany podwórkowy nosołomacz, pragną by i oni byli szanowani. Widzą mięśnie osiedlowego herszta, brutalność – więc rozumieją że droga do szacunku wiedzie przez martwe ciągi i bicepsy, oraz tłuczenie wąsatych łbów braci samców. Kto nie ma mięśni lub ciosu, a jest na tym poziomie, ma depresję i cierpi, ponieważ czuje się nikim. Takich ludzi jest większość.


Poziom wyżej mamy kogoś, kto wyciąga proste, logiczne fakty – widzi że i owszem, mięśniak jest szanowany, ale przez kogo? Ludzi którzy boją się dostać w mordę. A są tacy co mięśni nie mają, ale nikt z dołów społecznych ich nie uderzy – to ci, którzy mają pieniądze. Taki człowiek zaczyna się interesować tym jak zarabiać – uczy się języków, zawodu, kombinuje. Jak się uda, weźmie mięśniaka do siebie na służbę, a jak będą skonfliktowani – opłaci innych, silniejszych, by go połamali (tu musi być cwany, bo to jego mogą pobić, tak jest dla bandyty bezpieczniej). No cóż, taki urok pieniądza. Tu już nie ma miejsce na dresiary z rynsztoka, tylko piękne dziewczyny, zamożne i wpływowe otoczenie (prawnicy, politycy, lekarze itd.). Jednak by tak się stało, trzeba sobie uświadamiać że rzadkie umiejętności są dużo bardziej pożądane, niż prosta praca fizyczna, która także jest godna szacunku i powinna być dobrze płatna.
Następny poziom to ktoś, kto nie zarabia pieniędzy bezpośrednio, ale rozwija zdolność kontaktowania się z ludźmi. Człowiek który umie zawierać znajomości, wie czego ludzie chcą, jak ich dowartościować i się z nimi zaprzyjaźnić – jest już znacznie wyżej. Firmy bankrutują, gospodarki upadają, a zdolność dotarcia do ludzi bogatych i silnych zostaje.

Można zarabiać dobre pieniądze, ale żeby dostać się do ula z miodkiem trzeba znać odpowiednich ludzi, wiedzieć komu dać łapówkę – i tu do gry wchodzi taki człowiek, który z milionera może przy pomyślnych wiatrach zrobić miliardera. Na podwórkach ci najbardziej niebezpieczni nie są wcale pakerzy, ale małe, złośliwe konusy które mają starszego brata lub paczkę kolegów za sobą. Umiejętność bycia miłym, umiejętność sprawnego podlizywania się, towarzyskość – to coś co warto ćwiczyć, co jest znacznie ważniejsze do przetrwania niż mięśnie w miejskiej dżungli. Żeby ćwiczyć, trzeba wiedzieć jak, po co i w jakim celu, oraz co trzeba poświęcić na ołtarzu zdobycia tej niezwykle cennej umiejętności. Oddać w ofierze trzeba swoje obrażalstwo, oraz często zasady życiowe – bo człowiek na tym już nie ukrywajmy, wysokim poziomie, chętnie przegrywa bitwy by wygrać wojnę.

Figurant na deszczową polityczną aurę

Dalej mamy człowieka, który dużo czyta o religiach, kulturze, cywilizacjach, państwach, wojnach, głęboko je rozumiejąc; myśli więc w znacznie większej, strategicznej skali. Ten człowiek już wie, że mięśniak to tanie mięso armatnie, mądraliński i kasiasty to znacznie droższy materiał, ale na pewno nie niezastąpiony, a człowiek ze znajomościami to ktoś już dużo ważniejszy, ale na pewno nie niezastąpiony – jednak rządzi ten kto kontroluje idee, kreuje je i wykorzystuje. Człowiek idei tworzy mity i bajki, a ludzie z niższym poziomem zrozumienia klękają przed nimi, modlą się do nich. Ludzie zarządzający ideami przeważnie są na tyle inteligentni, że wybierają władcę – marionetkę, by wściekły motłoch miał kogo deptać, gdy już nie wytrzyma ucisku.


Gdy motłoch rwie się do bitki, daje mu się kolejnego figuranta (takiego np. Wałęsę), by lud myślał że teraz już będzie dobrze. Po jakimś czasie ucisk wraca, ale ma już inną nazwę, oprawę. Gdy teraz Polska jest kolonią (nie mamy praktycznie przemysłu tylko montownie) a my tanimi parobkami dla zachodnich koncernów, też się szykuje rzekomych wrogów systemu, na wypadek gdyby ludzie jednak zrobili rewolucję – takim figurantem jest chociażby Korwin, idol polskich nastolatków na utrzymaniu rodziców, oraz bezmyślnych cwaniaczków którzy za wizję mniejszych podatków (Korwin mi da kasę), stali się jego wyznawcami. Nie wiedzą że w państwach socjalnych, masz średnio dwa lata na prowadzenie firmy gdzie podatków nie płacisz – oraz wysoką kwotę wolną od podatku. Jak mocno staniesz na nogi, płacisz więcej bo wtedy wszystko fajnie się kręci, jak widać, słychać i czuć.

Różne metody walki

Celem podboju jest uzyskanie taniej siły roboczej i zasobów; po co walczyć czołgami i bronią, co generuje straszliwe koszty i straty? Przekonuje się tubylców że wyższe pensje zniszczą ich gospodarkę, i że jak biznesmen więcej zapłaci to wzrosną ceny towarów. Gdy Polacy wyjdą z UE, oprą się kolonizacji (w co nie wierzę), na czele rewolucji stanie Korwin który też jest za niskimi pensjami i brakiem socjalu, czyli wychodzi na dokładnie to samo. Ktoś kto to wszystko nadzoruje, zawsze ma przygotowanych w zanadrzu figurantów na wypadek rozruchów – system ma wiele mechanizmów obronnych. Niestety, wyznawcy Korwina wcale nie myślą logicznie. Ktoś kto za PRL (czyli okupacji naszego kraju przez ZSSR) jeździł po świecie (inni nie mogli), żył jak pączek w maśle będąc w stronnictwie demokratycznym i związku młodzieży socjalistycznej, teraz ma walczyć z systemem? Wolne żarty. Ci którzy są dla systemu naprawdę niebezpieczni, popełniają samobójstwa albo dostają zawału, a wcześniej byli mordowani po bestialskich torturach, a nie są bezustannie zapraszani do tv, pokrzykując że tv ich nigdy nie zaprasza, bo system się ich boi. Jak system się boi, to człowiek się wiesza – np. Lepper. Cała Polska turlała się ze śmiechu gdy mówił o talibach w Klewkach, a teraz co? Teraz mamy człowieka żyjącego z opowiadania bajek naiwnym, który pojechał niszczyć od środka UE, co widać na zdjęciach jak z wielkim brzuchem sobie pochrapuje za piękny pieniądz.

W rodzinie ma piekło – żonę zdradzał, dwójka dzieci na boku, córka kradnie (oczywiście chłosty na rynku nie dał, to zasady dla plebsu), partia kolejny raz rozwalona – ale z Polski ma zrobić imperium. Trzeba wielkiej dozy naiwności, by wierzyć że ten Pan coś zmieni. On jest po prostu od lat trzymany na wypadek rewolucji – jest kołem ratunkowym (albo telefonem do przyjaciela) w razie kłopotów. Ma nie wygrywać wyborów, a jak się pojawi szansa że dostanie sporo władzy, mówi albo robi coś, co to uniemożliwia. To mnie już dziwiło kilkanaście lat temu, gdy mój wujek wygrał wybory (nie chcę mówić dokładniej), a Korwin zrobił błąd w papierkach i się nigdzie nie dostali. I tak jest bezustannie – to zbyt inteligentny człowiek, by ciągle robić takie podstawowe błędy, a jednak je robi. Tysiące młodych mu wierzy, a pójście do prywaciarza i poznanie realiów, zrozumienie że niewidzialna ręka rynku to ściema dla naiwnych sprawia, że fanami być przestają, jak ja. Dlatego właśnie od tylu lat Korwin ma mniej więcej stałe poparcie. Młodzi nabierają rozumu – to stały proces. Kilka lat u prywaciarza – milionera który płaci ochłapy, zniszczone zdrowie i bezustanny strach o byt, a tu ci mówią że jak da podwyżkę, to podniesie cenę towaru. Nawet największy głupek zrozumie, że wciska mu się wygodny dla biznesu kit.

Władza jest sexy

Na tym poziomie mamy człowieka który wie, że najwyższą ludzką przyjemność daje władza – to ona przyciąga najpiękniejsze kobiety, najciekawszych i najsilniejszych mężczyzn. Stalin, Hitler i Mao nie byli pięknymi modelami, a kobiety na myśl że mogłyby ich pocałować – mdlały w ekstazie. Żaden aktor porno, żaden aktor i model nie podnieci tak kobiety, jak potężny, silny dyktator. Tutaj może być też wysoki funkcjonariusz korporacji religijnej, który ma władzę nad ludźmi – władzę daje mu dogadanie się z władcą, który potrzebuje młodych mężczyzn na wojnę. Jak ich zachęcić? Najtaniej wyjdzie obiecać im niebo po śmierci – czym zajmie się kapłan. W zamian za to dostanie ziemię, pieniądze, tak jak się dogadają.

Ludzie władający ideami, dzielą się na dwie grupy. Ci mniej mądrzy manipulują ideami, by uzyskać władzę, bogactwa… rządzą za pomocą mediów, coraz gorszej żywności masami ludzkimi (chory staje się głupi, nie ma sił i energii) religii, ci mądrzejsi rozumieją, że kwestia osobistego szczęścia i satysfakcji nie zależy od żadnej zewnętrznej rzeczy (mięśnie, zdrowie, pieniądze, związek, pozycja), tylko od ich spojrzenia na świat. Zmieniają więc idee – ale w sobie. Zajmują się rozwojem osobistym.

Elita w dziurawych portkach

To elita ludzkości, która ma największe szanse na szczęście i satysfakcję. To elita która często jest biedna jak mysz kościelna, ponieważ do odczucia szczęścia nie trzeba pieniędzy. Szczęście jest nawykiem, zestawem wzorców (idei) w naszej podświadomości, którym trzeba nauczyć się zarządzać. Jeden zarządza firmą, drugi – mądry – zarządza własną głową. Jeden uzależnia swe szczęście od czegoś co może upaść, drugi nie robi tego błędu, tylko uczy się i trenuje nawyk odczuwania szczęścia, niezależnie od tego co się dzieje.

Najpierw trzeba zrozumieć, że wszystko co czujemy na swój temat, zostało nam wmówione. To co czujemy i myśli o sobie, nie jest prawdą, jest kłamstwem. Myśli i emocje które odczuwamy, nie są wcale nasze, tylko pochodzą z okresu wychowania i mediów które kształują idoli, wzorce – od których musimy odbiegać, by czuć się gorszymi i brzydszymi, co napędza konsumpcję (kupowanie by polepszyć sobie humor). Jeśli rozumiemy że człowiek i jego psychika to zespół tysięcy ważnych wzorców (programów), i miliony jeśli nie miliardy mniejszych, to wiemy że trzeba zmieniać programy a nie świat. To odróżnia człowieka wyjątkowego od zwykłego – gdyż ten, co ze zdziwieniem sobie uświadomiłem, konstrukcyjnie z nieznanych mi względów, nie jest po prostu w stanie tego zrozumieć. Może być mądrzejszy w każdej dziedzinie wiedzy, mieć większe IQ – ale tego nie zrozumie. Widocznie tak ma być – co sprawia że pomysł zmieniania świata jest bez sensu. Mam wpływ tylko na siebie, i tylko siebie mogę zmieniać tak, by mieć więcej szczęścia, zrozumienia, satysfakcji.

Nieświadome samobójstwo

Zdobywanie czegoś na zewnątrz by mieć przyjemność jest szaleństwem; nie tylko dlatego że jest trudne, ale głównie dlatego że im mocniej kochasz coś co może zniknąć, tym większy w Tobie strach o taką ewentualność. Im więcej więc osiągniesz, tym większy lęk i nienawiść razem z tym musisz dźwigać. Trzeba zmienić kolejność – najpierw przyjemność (praca nad sobą), a później przedmioty i ludzie, od których już nie zależy nasze szczeście. Ja wolę zmieniać programy w sobie na takie, które są dla mnie korzystniejsze.

Np. samoocena. Zawsze wierzyłem że jestem pasztetem (porównywałem się do aktorów), ale doszedłem do wniosku że wiara w tę ideę mnie ogranicza; sprawia że jestem nieśmiały, zazdroszczę przystojniejszym facetom. Nie chcę tego odczuwać w sobie, więc działam by to zmienić. Żeby podjąć wysiłek zmiany siebie, muszę wiedzieć ze to co czuję, nie jest moje. Żeby to wiedzieć, trzeba się obserwować, być świadomym swych reakcji emocjonalnych, myśli, schematów – trzeba mieć na to czas, co wydaje się być nudne, a z czasem przerażające. Jednak człowiek gdy czuje nudę, ucieka w świat fikcji – filmy, gry… wszystko, byle tylko nie poznać siebie. A kto nie zna siebie, jest niewolnikiem tego który ludzką naturę zna doskonale.

 

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.

————————————-

 

Zapraszam do kupna moich e książek “Stosunkowo dobry”, oraz “Wyprawa po samcze runo” w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to  coztymikobietami@onet.pl

0Dodaj komentarz