Jesteś tutaj
Home > MyBlog > Przemyślenia > Przywiązania, które ciągną na dno

Przywiązania, które ciągną na dno

Przywiązanie, jak sama nazwa wskazuje, oznacza że coś (pragnienie) przywiązuje nas sznurem do jakiegoś przedmiotu, osoby czy idei. I jeśli one rozpadają się bądź giną, wciągają w przepaść także nas. Ponieważ kiedyś przywiązywałem moją Panią do łóżka, wiem że potrafi być to przyjemne. Ale tasiemki sa łatwe do przerwania, a wiążący jest łagodnym chłopcem z dobrym serduszkiem.

Próżno szukać czułości

Przywiązania ludzkie są krańcowo inne. Sznur jest gruby, twardy i boleśnie wrzyna się we wrażliwe ciało, a wiążący nie zna litości, czułości i delikatności. Proces przywiązywania się jest brutalny, przerażający i bardzo bolesny – chociaż z początku tego nie czuć. Jednak z czasem pojawiają się sytuacje, które uświadamiają nam w jakim bagnie tkwimy – a problem tkwi w tym, że rzadko kto wie, co jest przyczyną grzęźnięcia i powolnego zanurzania się w cuchnącym szlamie.

Przywiązania są powodem wszystkich naszych lęków i koszmarów, na które nie poradzą rady internetowych mędrków w stylu „weź się w garść”. Wymieniam niektóre z nich, byś mógł przeanalizować na spokojnie do czego jesteś przywiązany, oraz jaką cenę za to płacisz.

 

Przywiązania

 

1. Przywiązanie do wartości materialnych. Każdy z nas to zna – pieniądze, samochód, działka, przedmioty. Gdy je tracimy, rozpaczamy. Ale gdy je mamy, boimy się o ich utratę – co chwila głośno w mediach o przypadkach, kiedy ktoś inwestuje pieniądze w wydawałoby się pewnej instytucji, a ona pada. Im mocniej utożsamiamy swoje szczęście z przedmiotami, tym większy strach o ich utratę, ponieważ uczucie zadowolenia i szczęścia utożsamiliśmy z mieszanką metalu, gumy i plastiku, oraz papierkom i kamyczkom którym ludzie w swojej głowie nadali wartość – a to się kiedyś rozpadnie. Świadomość materialisty jest podobna świńskiej; świnia nie widzi nieba, może widzieć tylko ziemię.

Materialista nie widzi piękna gwiazd, nie rozkoszuje się pełnymi możliwościami swego umysłu, który może doświadczać rozkoszy na wielu poziomach istnienia, bo ich nawet nie zna – wszystko przesłania zabieganie i strach o przedmioty, które trzeba będzie kiedyś zostawić w razie śmierci, albo stracić za życia, gdy je nam np. ukradną albo pożyczymy rodzinie; Liczy się tylko stan posiadania, co zasłania wszystko inne. Ludzie są widziani jedynie jako biedniejsi (pogarda) albo bogatsi (strach, nienawiść, często podlizywanie się), a sytuacje postrzegane są tylko jako okazja do zarobku albo do straty materialnej. Wizja świata spłaszcza się, a piękne przeżycia nie są w stanie przebić się do świadomości. Skąpstwo i chciwość prowadzi często do groteskowych sytuacji, a nawet zbrodni byle mieć więcej i więcej zadowolenia, utożsamionego z przedmiotami. Im więcej jednak zadowolenia i barachła, tym większy lęk o to. Im mniej dóbr, tym większe poczucie straty i biedy – i tak źle, i tak niedobrze.

 

2. Przywiązanie do ludzi, związków. Tu mamy nieszczęśników, którzy żeby poczuć zadowolenie, muszą być w jakiejś relacji – miłosnej, koleżeńskiej. Materialista musi mieć przedmioty dla zadowolenia, a nasz romantyk związek. Drugi człowiek staje się zapalnikiem reakcji hormonalnej, pobudzającej poczucie przyjemności – jest używany do zaspokojenia swojej potrzeby, a kiedy nie chce poświęcić swego życia dla nas, zarzucamy mu egoizm i narcyzm.

Te przywiązanie rujnuje ludzi, ponieważ bojąc się utraty bliskiej osoby (śmierć, wypadek, odejście), nieświadomie się w niego wczepiamy, manipulujemy nim, obniżamy jego samoocenę (że niby bez nas sobie nie poradzi) – by go nie stracić. Zrobimy wszystko byle tylko z nami był, bojąc się że gdy odejdzie, zniknie nasze poczucie przyjemności. Traktujemy tę osobę jak przedmiot, który ma nam dać przyjemność. Ludzie z tego przywiązania zrobili świętość małżeńską, gdzie przysięgami, powoływaniem się na Boga (milczącego, jak zwykle), kredytem hipotecznym i strachem przed opinią rodziny i znajomych, próbuje się zapobiec odejściu małżonka – gdyby ludzie wierzyli w miłość, nigdy by nie potrzebowali zabezpieczeń. Jednak im ktoś głośniej o niej krzyczy, tym więcej żąda zabezpieczeń. A później zrozpaczone osoby żalą się na forach „był dla mnie całym światem, opuścił mnie”. Nie opuścił, tylko uciekł przed uduszeniem, przed zaborczością – może wyczuł że był tylko przedmiotem, służącym do zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa tej Pani, może nie mógł znieść zazdrości i awantur? Ale Pani jest tak rozżalona, że wzywa często na pomoc samego Boga: „Bóg go ukarze wiecznością w piekle”.

Bóg zaaranżował ucieczkę

A może to właśnie Bóg zaaranżował jego ucieczkę? On się uwolnił z wężowych splotów, a Pani może zrozumie (wątpliwe), że człowiek nie może szukać spełnienia i szczęścia w czymś, co może zniknąć. Jedyne szczęście jest w tym, czego nie zniszczy czas i zmienne koleje losu, czyli w potężnej sile zwanej Bogiem.

Im większa jest w nas potrzeba drugiego człowieka (związek daje nam przyjemność, pozycję społeczną itd.), tym większy strach że ta osoba od nas odejdzie. Strach ten jest w istocie agresją, a z czasem nienawiścią. Przecież jesteśmy zależni od tego człowieka, jesteśmy więc jego niewolnikiem – jedną swą decyzją może sprawić, że będziemy płakać i się rozpijemy, a niektórzy trafiają po rozwodzie do szpitala psychiatrycznego, nie mogąc znieść cierpienia. Czy to druga osoba odchodząc nas zniszczyła? Nie, to my sami sobie to zrobiliśmy, utożsamiając swoje szczęście ze zmienną istotą ludzką. Ludzie się ciągle zmieniają, i mają prawo nie chcieć z nami przebywać, trzeba to uszanować – wtedy gdy nie naciskamy, paradoksalnie ludzie odchodzić nie chcą, gdyż czują wolność, przestrzeń, a nie presję i naciski by się zmienili pod czyjeś pragnienia i potrzeby, nazywane żartobliwie miłością.

 

3. Przywiązanie do zdolności. Kiedy czujemy się mądrzejsi od innych, zaczynamy ich oceniać i nimi gardzić gdy wyznają inne poglądy od nas.Wielu ludzi robi doktorat, by móc poczuć się lepiej – co oznacza, że wcześniej musieli czuć się źle. Mając doktorat, nawet zostając profesorem, mogą oceniać i gardzić innymi za ich głupotę. Ocenianie i pogarda to dla organizmu „sędziego” silny stres, który utrzymywany latami potrafi zrujnować całkiem zdrowie. Jeśli mamy poczucie że zdolności nie są tak naprawdę nami, a je dostaliśmy (Bóg, natura, los), traktujemy ludzi, nawet prostych, z szacunkiem. Jeśli wierzymy że są tylko naszą zasługą, gardzimy głupszymi, oraz wypełnia nas lęk, bo zdolności można stracić – wystarczy wywrócić się i uderzyć o coś głową, albo mieć częste zaburzenia tarczycy.

A lęk prowokuje agresję, więc im ktoś światlejszy się w swych oczach wydaje, tym bardziej pogrąża się w negatywnych emocjach, a więc cierpieniu. To nic miłego iść przez życie z poczuciem, że otacza nas zgraja głupców którzy nie doceniają mnie – geniusza. Żal i zgorzknienie to nie jest coś, co chciałbym w sobie czuć – więc przyjmuję postawę prostego faceta, który wie że zdolności i przebłyski geniuszu to coś co może przyjść, ale może też odejść. To nie moje. Przy takiej postawie nie czuję lęku i gniewu, że ktoś nie podziela moich poglądów, nie rozumie mnie. Może mylę się ja, może inni, jakie to w sumie ma znaczenie? Natomiast znaczenie ma to, że dzięki takiemu spojrzeniu na świat żyje mi się dużo lżej, przyjemniej i spokojniej – i to wybieram, ponieważ mam wolność wyboru, jak każdy człowiek.

 

 

4. Przywiązanie do idei. Jeden wielbi ideę chrześcijańskiego Boga, drugi muzułmańskiego – a przecież religii i wierzeń jest na świecie kilkaset. Każda musi uznać że tylko ona ma rację, bo tylko taka wiara potrafi trzymać przy sobie wyznawców – więc przywiązanie do idei rodzi gniew na wyznawców innych bajek stworzonych przez człowieka, oraz strach przed nimi – bo co się stanie, gdy po śmierci wyjdzie że się mylili? Może wyznawcy tych bądź innych kapłanów mieli rację? Uwielbienie idei zawsze prowadziło do wielkich wojen i rzezi – oczywiście w imię Boga miłości. Gdy idea staje się najważniejsza, człowiek staje się zdolny do najstraszniejszych zbrodni w jej imię.

Póki co żadna z idei nie dała światu pokoju i dobrobytu – tylko zmieniała się w maszynkę do mielenia mięsa ludzkiego. Przywiązanie do idei, jakiejkolwiek, zmieni Cię w robota sterowanego przez interesy korporacji religijnej, politycznej bądź państwowej, wyduszając z Ciebie wszelkie ludzkie odruchy, uczucia, zamieniając Twoje życie w piekło strachu, nienawiści i walki o coś, co nie ma kompletnie sensu. Takich walczących przez wieki było wielu, i co zmienili? Nic, byli wykorzystywani przez cwańszych, sprytniejszych którzy takie idee kreowali by zniewolić nimi ludzi we własnym interesie. Za niemal każdą piękną ideą stoi cwaniak, który na niej zarabia.

 

 

5. Przywiązanie do cnót. Jeśli kocham i czczę uczciwość, jeśli staje się dla mnie wszystkim, to chcąc czy nie chcąc mogę poczuć się lepszy od złodzieja i oszusta. Gdy oceniam, nieuchronnie gardzę i osądzam, a przecież każdy osąd realizuje wobec nas nasza podświadomość. Ludzie czczący cnoty (wierność, uczciwość, zasady) są szlachetni – ale często są wypełnieni nienawiścią, pogardą i złością, ponieważ ludzie najczęściej nie kierują się cnotami. Ktoś cnotliwy ma ciężkie życie, ponieważ otacza nas kurestwo i egoizm. Osądzać można umysłem, ale nigdy emocjami – chuligana sprać po buzi, złodzieja skazać, mordercę uśpić, ale gardzić i osądzać mi nie wolno. Dlaczego? Oburzą się dobrzy ludzie. Ano dlatego, że jeśli pomyślisz o cytrynie, zaczynasz się ślinić. Jeśli osądzić z uczuciem pogardy i odrazy, Twój organizm wprowadzi wytworzoną przez Ciebie emocję w swoje własne życie jako chorobę, wypadek, różnego kalibru nieprzyjemności. O tym jak działa podświadomość, bardzo dokładnie piszę w książce „Stosunkowo dobry”. Jeśli ktoś jest uczciwy wobec siebie, zrozumie że sam jest totalnym egoistą, który poczucie uczciwości wykorzystuje by poczuć się lepiej od innych ludzi. Ja sam po uważnej obserwacji odkryłem, że umysł z samej swej definicji jest skrajnie egoistyczny, a by to ukryć używa właśnie cnót i idei.

 

6. Przywiązanie do siebie.

 

A. Muszą mnie szanować.

Zawsze będzie ktoś Tobą gardził – bo masz inny kolor skóry, wyznanie, poglądy polityczne i społeczne. Zawsze trafi się ktoś, komu przypomnisz jego wroga, więc na Ciebie zrzuci swoje negatywne emocje w postaci śliny, bluzgów czy pięści albo gazrurki. Jeśli uważasz że należy Ci się szacunek, żyjesz w lęku – bo gdy ktoś Ci go nie okaże, będziesz się źle czuł, osądzał i złościł się na tę osobę, która może nie zrobiła tego co uważasz za złe specjalnie. Szanować powinieneś sam siebie – i to wystarcza. To że ktoś Tobą gardzi, jest jego problemem, jego sprawą. Gdy wiesz że jesteś godny szacunku, ale nie przywiązałeś się do tego by Ci go okazywano, żyjesz bez lęku, bez sztywnych oczekiwań wobec ludzi, których oni nie są przeważnie w stanie spełnić. Niech reagują jak chcą, nie trzeba nimi manipulować, udawać przed nimi, nakładać masek – by nas szanowali i chwalili; gdy masz taką postawę, czujesz lekkość i lęk znika. Gdy ją zmienisz, pojawi się lęk, sztywność, udawanie, sztuczność.

B. Ciało jest najważniejsze.

Ciało jest ważne, ale z całą pewnością nie najważniejsze. Jeśli utożsamisz swoje szczęście z ciałem, co zrobisz gdy się zestarzeje, dotknie je choroba albo kontuzja? Będziesz cierpiał. A gdy będzie piękne i silne? Będziesz się bał wyżej wymienionych nieprzyjemności, nienawidził wszystkiego co uderzy w ciało, z którym utożsamiłeś swoje zadowolenie. Przywiązanie do ciała to bezustanny stres, strach – i złość. Można tak żyć, ale można znacznie przyjemniej, nie przejmując się grypą – bo masa spadnie, albo pojawi się trochę tłuszczu na brzuchu czy dupie. Ciało to nie Ja – bo po amputacjach, transfuzji i przeszczepach nadal istniejesz.

 

Nie wyrzekaj się, nie uciekaj

Każde z przywiązań tworzy stres, a by sobie z nim poradzić, człowiek kieruje swą uwagę ku papierosom, wódeczce, narkotykom, uciechom cielesnym, religii, sportom ekstremalnym i wszystkiemu, co na chwilę odciągnie go od przeżywania nieprzyjemnych emocji. A za chwilę euforii np. alkoholowej, przyjdzie zapłacić dużo wyższą cenę w postaci kaca, wymiotów, biegunki itd. Za darmo jest tylko ser w pułapce na myszy. Tym co sprawia że wpadasz w sieć przywiązań, jest złudne poczucie że coś kruchego da Ci szczęście; pieniądze, auto, inteligencja, religia, duże mięśnie albo duży penis.

By poradzić sobie z przywiązaniami, nie można się wyrzekać świata, ponieważ wyrzeknięcie się jest aktem bezradności, lęku, i bardzo mocno Cię związuje z tym, od czego chcesz uciec. Ktoś kto się wyrzeka, nadal jest związany – trzeba znaleźć coś tak pięknego i słodkiego, by przy tej rozkoszy i szczęściu wszystko inne stało się drugorzędne. Tym czymś jest to coś, co zwiemy Bogiem, chociaż do tego słowa przylgnęło wiele okropnych skojarzeń. Wtedy mamy szczęście, nie musząc rezygnować z wygody i komfortu który dają przedmioty, pieniądze i wszystko inne, co traktowane jako jedyny cel, by nas zniszczyło. Wtedy jesteśmy bezpieczni.

 

 

 

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum.

————————————-

Zapraszam do kupna moich e książek „Stosunkowo dobry”, oraz „Wyprawa po samcze runo” w E wersji, KLIK albo papierowej KLIK. Zapraszam wszystkich serdecznie na mój fanpage KLIK, Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to   coztymikobietami@onet.pl

 

Dodaj komentarz

Top