Modlitwa, czyli sztuka żebrania o ochłapy

 

                                                                             

 

 

 

Większość ludzi modlących się, to ludzie głupkowaci, naiwniacy albo cwani hipokryci – pseudo biznesmeni.

Ostro zacząłem – obraziłem trzy czwarte ludzkości, która się modli. A jakie są efekty tych modłów? Wojny, rzezie między wyznawcami korporacji religijnych, nieszczęścia, człowiek człowiekowi wilkiem, zatrute rzeki, wycinane lasy… Coś chyba jest nie tak z tą modlitwą? “Po owocach ich poznacie”, poucza nas wielka przypowieść – jaki więc owoc zrodziło drzewo modlitwy ludzkości? Co najmniej zgniły.

Nie ważne jak zaczynasz…

Zanim ciśniesz we mnie kamieniem, daj mi szansę bym zatarł niekorzystne, pierwsze wrażenie.

O co prosimy Boga? O szczęście, pieniądze, sukcesy, zdrowie swoje i bliskich, ochronę przed złem i podłymi ludźmi. Czyli tak naprawdę prosimy o więcej przyjemności (przyjemne stany emocjonalne) i unikanie cierpienia, (nieprzyjemne stany emocjonalne).

Prosisz Boga o większe bicepsy?

Jeśli pragniesz mieć bardziej umięśnione ciało, prosisz o to Boga? Jeśli chcesz nauczyć się bić, prosisz Boga by dał Ci tę umiejętność? Jeśli chcesz nauczyć się dobrze obcego języka, modlisz się o to?

Oczywista oczywistość że nie. Chcesz mieć piękne bicepsy? Zasuwaj na siłownię, dopilnuj diety, wysypiaj się i dbaj, by zminimalizować stres. Chcesz być dobry na solo? Idziesz na salę bokserską, gdzie ćwiczysz i szlifujesz swoje umiejętności pod czujnym, podbitym okiem trenera. Chcesz umieć język? Uczysz się, wkuwaj, powtarzaj, obywaj. Bóg dał nam umysł i podświadomość – żebyśmy mogli powtarzając dane zachowania, utrwalać je i zamieniać w silne nawyki. Bóg dał nam prawa, które możemy wykorzystywać dla swoich celów i korzyści, czyli sprawiania sobie przyjemności i unikania cierpienia.

Tak samo jest ze szczęściem – prosimy Boga o różne rzeczy, które dają nam przyjemność. Dla każdego będzie to coś innego. Jeden lubi katowanie się (np. na Filipinach modne jest przybijanie się do krzyża jak Jezus, bo oprócz bólu daje przyjemność płynącą ze sławy i bycia kimś bardzo odważnym, wręcz świętym i podziwianym), drugi dobre jedzenie, trzeci mieć władzę a kolejny pieniądze. Ale te rozkosze są nimi tylko dlatego, ponieważ wywołują przyjemność – to o nią naprawdę chodzi. Jeden by uzyskać poczucie przyjemności potrzebuje być szefem, drugi mieć dużo pieniędzy, a ktoś inny pragnie ładnie wyglądać.

O co tak naprawdę się modlisz?

Modlimy się o różne rzeczy, ale tak naprawdę prosimy Boga o przyjemność, którą one uruchamiają. U każdego inna rzecz ją uruchamia, np. są ludzie czerpiący rozkosz z rozdawania pieniędzy, kaleczenia własnego ciała (S/M), czy gnojenia się w imię rzekomo wyzwalajacego duchowo cierpienia (przyjemność płynąca z wiary, że za cierpienie będziemy w niebie po śmierci).
I właśnie dlatego Bóg nie spełni Twych próśb, tak samo jak nie spełni skamlania o większe bicepsy, czy żebyś nauczył się jeździć na rolkach.

Bo odczuwania dobrego nastroju i przyjemności trzeba się nauczyć SAMEMU. Chcesz umieć zadawać potężne ciosy? Codziennie uderzaj tysiące razy w worek bokserski – i spełni się Twój cel. Chcesz umieć jeździć na rolkach? Przeczytaj czy obejrzyj kurs, nałóż rolki i jeździj, wywracaj się i poznawaj tajniki tego sportu, aż osiągniesz w nim mistrzostwo. Co ma do tego Bóg?
Chcesz odczuwać szczęście? Trenuj je – uśmiechaj się miło w każdej wolnej chwili, śmiej, tańcz ze szczęścia (jeśli nikt nie widzi, smutnego uważają za mądrego, wesołego się boją i zazdroszczą), w każdej chwili wyobrażaj sobie jak jesteś szczęśliwy. TRENUJ. Ćwicz wyzwalanie radości. Najpierw udawaj, wystarczy że poczujesz radość i przyjemność przez ułamek sekundy. Później pół sekundy, za miesiąc będziesz umiał utrzymać ten stan przez kilka minut.

Trening czyni mistrza

Nie chce się? Trudno? Nauka każdej umiejętności jest na początku trudna, ale z czasem staje się coraz łatwiejsza. Trzeba jedynie powtarzać, trenować, ćwiczyć.
Smutku i nieszczęścia też się nauczyłeś. Codziennie robisz ponure grymasy, wściekasz się, dajesz wyraz niezadowoleniu – i stworzyłeś nawyk. Im więcej go powtarzasz, tym nawyk staje się potężniejszy, a Ty doświadczasz coraz więcej nieprzyjemnych odczuć, emocji. Można dać Ci miliard dolarów, ale nadal będziesz nieszczęśliwy – bo to nawyk.
Powiesz mi – nie mam pieniędzy, opuściła mnie dziewczyna, chcę mieć to i tamto a nie mam, więc jak mam być szczęśliwy? Normalnie. Po prostu masz nawyk radości, więc niezależnie od sytuacji doświadczasz przyjemności. Tak właśnie to działa.

Szczęścia nie daje kobieta, dzieci, własny dom, pieniądze – tylko wytworzenie i utrzymanie nawyku szczęścia. Możesz nic nie mieć i być radosny. Możesz mieć wszystko i być tak nieszczęśliwy, że popełnisz samobójstwo – milionerzy i miliarderzy też się zabijają. Mieli pieniądze i masę podlizuchów w otoczeniu, ale nie wiedzieli że radość, satysfakcja i szczęście to NAWYK.

Za małolata bałem się bić, byłem strachliwy, prosiłem Boga o pomoc. No i zdarzyła się “przypadkiem” okazja, kupiłem duży worek bokserski i całe dnie ćwiczyłem, przez całe lata. No i jedno solo, drugie – chętnych na kolejne nie było. Czy Bóg mi pomógł? Tak, mocno w to wierzę – byłem biedny a nagle stać mnie było na dobry sprzęt. Dalej musiałem radzić sobie sam, więc ćwiczyłem.

Bóg to nie frajer

Pragnę byś zrozumiał, że nie można traktować Boga jak frajera którego można zrobić w konia. Bóg się nie obrazi, po prostu mając cwaniacką postawę nie uzyskasz jego wsparcia. Wielka szkoda.

Co Bóg może Ci dać?

1. Impuls do zmiany, energię psychiczną (duchową) do rozpoczęcia.

2. “Przypadki” które dadzą Ci pieniądze, usuną WSZELKIE ograniczenia, ale tylko na start, później działasz sam.

3. Pomysły, inspirację.

ALE tylko pod warunkiem, że jest to coś, co jest Ci przeznaczone. Jeśli ktoś z astmą będzie chciał zostać mistrzem świata w jakimkolwiek sporcie, wiadomo że nie ma szans. Jeśli jąkała będzie chciał zostać wielkim aktorem bądź mówcą, raczej nic z tego nie wyjdzie. Wsparcia nie będzie. Jeśli jednak jest Ci coś pisane, wtedy dostaniesz. Masa ludzi bierze się nie za to co kocha, co uwielbia, ale za to co otoczenie uznaje za ważne, dające pieniądze i prestiż. Jeśli nie wybierzesz pasji, wsparcia od Boga nie będzie.

————————

Czego Bóg Ci nie da?

1. Szczęścia – bo sam je musisz uzyskać treningiem.

2. Ochrony od cierpienia – bo sam musisz się nauczyć radzić ze swymi negatywnymi reakcjami emocjonalnymi, które interpretujesz jako cierpienie. Nie ma innego cierpienia ponad Twoją decyzję, że Cię to boli.

Mylę się? Na siłowni ludzie ćwicząc, odczuwają ból – a się cieszą. Tatuowanie cholernie boli, ale ludzie są zadowoleni. Cierpiętnicy po tragediach niby cierpią… ale czuję się ważniejsi, podkreślają jak wiele wycierpieli i jak bardzo przez to znają się na życiu, czyli uzyskują poczucie ważności. Skopcy bez środków znieczulających się kastrowali, wpadając w ekstazę – za obcięcie penisa bądź penisa z jądrami mieli obiecane stanowisko anioła bądź archanioła w niebie. Wiesz jak się cieszyli?

Facet gwałcony 30cm sztucznym dildo u “dominy”, płaci jej za to. Boli? Jasne. Cierpi? Nie, cieszy się, jest mu dobrze. Jest ból, ale znacznie więcej rozkoszy.
Tak samo możesz iść przez życie, reagując przyjemnością na to, co wielu ludzi uważa za powód do strasznego cierpienia. Wydaje się bardzo trudne? Oczywiście, jest takie – ale trening czyni mistrza. Latami uczyłeś się cierpieć w zetknięciu z określonymi bodźcami, teraz się naucz cieszyć z tego. Oczywiście są przypadki, gdzie o tę pomoc wypada prosić, np. jak Cię torturują, ale nie jest to zbyt częste, nieprawdaż?

Szyderca łka i prosi o pomoc

Ludzie proszą Boga o zdrowie – wyją i piszczą z bólu po nocach, robią pod siebie, panicznie się boją konania, zastrzyków i zabiegów medycznych. Ale Bóg dał im rozum, by mogli zorientować się sami jak działa ich organizm – jak trzeba jeść, jak ćwiczyć, oddychać itd. Jest masa książek na ten temat – ile czasu poświęcili na jej poznanie?

Śmieli się z tego, często dokuczali tym, co dbali o siebie, pouczając ich że na coś trzeba umrzeć, i że liczy się jakość a nie długość życia – a później proszą, by Bóg jednym aktem łaski zlikwidował opłakane skutki ich wieloletnich nawyków. A niby z jakiej racji? Gdyby człowiek nie dostawał po dupie za złe wybory, jak miałby zrozumieć że źle czyni? Oczywiście cudowne uzdrowienia się zdarzają, ale znam osobę która w Boga nie wierzyła, a cudownie wyzdrowiała – a była już kupiona trumna. Widocznie wykorzystała jedno z praw Bożych, których być może jeszcze nie znamy. Może wiara, pozytywne nastawienie? Dobra karma? Może była to nauczka, by coś tej osobie pokazać? Nie wiem.

Ofiara Bożego człowieka

Kto z was widział (np. na You Tube), jak strasznie cierpią zwierzęta w rzeźniach i ubojniach, jak chcą żyć? Świnie wiedzą że umierają i chcą żyć – jedząc mięso, dokładam się do ich cierpienia, a wcale nie muszę. W Indiach miliony ludzi nie jedzą mięsa i żyją – więc nie żeń mi kitu, że bez mięsa stracę zdrowie. Życie na ziemi to łańcuch pokarmowy – my jemy zwierzęta, bo są od nas głupsze (mentalnie – emocjonalnie przecież czują, spójrz w oczy psa), ale skąd pewność że ktoś nie żeruje na nas? Bo go nie widać? A czy pszczoły są świadome, że trzymamy je dla miodu? Ano właśnie. Dokładasz się do cierpienia żyjących, czujących istot, to miej JAJA i nie proś o zdrowie dla siebie i bliskich.

Rezygnujesz świadomie z jedzenie mięsa – ale nie dla zdrowia, wyglądu itd, tylko by dołożyć się do zmniejszenia ilości cierpienia na tej planecie, to masz prawo prosić o zdrowie. Ja tak to widzę, honorowo. Jednak problem z wegetarianami polega na tym, że robią biznesik. Oni nie jedzą mięsa, więc czują się lepsi od mięsożerców i osądzają, oceniają. Rezygnacja z jedzenia mięsa ma być aktem osobistym, ofiarowaniem coś od siebie dla tego świata, a nie czymś czym można się chełpić i nadymać jak indor. Każdy tylko beczy jak koza, że coś mu brakuje – a co dałeś temu światu od siebie? Ofiara Bożego człowieka, to np. rezygnacja z jedzenia mięsa i ukrywanie tego. Dzielenie się tym co masz, ale w ciszy, tajemnicy – by nikt nie wiedział. Wszyscy coś chcą, a Ty coś dajesz. To postawa mędrca, człowieka szlachetnego.

Żałosna żebranina o ochłapy

Większość ludzkich modlitw to żebranina, błaganina. Żałosna próba wykorzystania Istoty, dla której jesteśmy nieskończenie małymi drobinkami. Bóg to nie rodzina i koledzy, którymi można za pomocą udawania pewnych stanów emocjonalnych manipulować. Można poprosić o wsparcie i go oczekiwać – trzeba mieć otwarte oczy i uszy, oczekiwać znaku. Wsparcie początkowe (kopa na rozpęd) dostaniemy, ale dalej idziemy sami. 

To tak jak z moją najnowszą książką “Kobietopedią”, bardzo oczekiwaną przez wielu ludzi – zamiast się modlić o sukces, po prostu ją napisałem, podjąłem działanie. 

 

3- liczba komentarzy