Intuicja, Boży rarytas.

 

                   

                                              


Kiedyś fascynowałem się tematem intuicji – czyli wewnętrznego, Boskiego głosu, który prowadzi nas przez życie.

Byłoby wspaniale…

Czy nie byłoby wspaniale, gdyby przed każdą, najbanalniejszą nawet decyzją, głos czy silne przeczucia mówiły nam – idź w tym kierunku a nie tamtym? Byłoby to cudowne, a życie stałoby się wspaniałą przygodą. Bez lęku, strachu, wahań, niepokoju – co zrobisz, zawsze wybierasz dobrze dla siebie. To już nie byłoby życie, a cudowna zabawa, magiczna przygoda. Żeby nie przynudzać, przedstawię Państwu do jakich wniosków doszedłem. Przyznam że zabawne to one nie są. Niestety, prawdziwa duchowość to nie ezoteryczna polo kokta z bąbelkami, tylko sok z cytryny bądź piołun.

Intuicja ma sprawiać, że podejmujemy takie decyzje, które pozwolą wybrać nam najlepszą możliwą opcję. Np. poznajemy świetnego gościa, z którym czujemy się wspaniale. Tak naprawdę koleś jest psychopatą i nami gardzi, chce nas w jakiś sposób wykorzystać (nasz czas, znajomości, pieniądze, zabawić się uczuciami) – intuicja więc radzi, żebyś uciekał jak najszybciej.
W tym prostym przykładzie mamy dwa potężne problemy:


1. Nie chcemy uciekać, bo jest nam tak fajnie z tą osobą, czujemy jakbyśmy mieli serdecznego brata – bliźniaka. Poza tym umysł już dzieli skórę na niedźwiedziu, rozkoszując się zyskami – brak nudy, wspólne imprezy, kolega jest przystojny więc wzrosną szanse u dziewczyn, a jak psychopata coś obieca, pojawiają się wizje dobrego biznesu czy innego rodzaju zysków.


2. Głos intuicji jest cichy, jest właściwie szeptem. To nie uderzenie młotkiem w głowę i wrzask, a muśnięcie delikatnego przeczucia. Jeśli ktoś ma w głowie gonitwę myśli – a ma ją niemal każdy, to nie ma szans na odczucie głosu intuicji. Ona jest cicha dlatego, ponieważ szanuje naszą wolną wolę, nasz wybór.


Bez szans


Już w tej sytuacji intuicja jest bez szans. A to dopiero początek problemów z nią związanych. Zanim je omówię, postarajmy się zanalizować to co napisałem. W powyższym przykładzie potrzebujemy ćwiczeń relaksacyjnych, medytacyjnych, który wytworzą w nas nawyk wyciszania się, uspokajania własnych myśli, a także obserwowania ich, ponieważ myśli to nie my. Musi to być bardzo silny nawyk, uruchamiany w sytuacjach gdzie emocje i myśli aż buzują. Zbudowanie takiej reakcji, to moim zdaniem kilkanaście lat poważnej, codziennej pracy i łut szczęścia albo dobrej karmy (nie tej dla złośliwego kota). Być może są inne sposoby których nie znam (mam nadzieję), mówię na podstawie swojej skromnej wiedzy.


Potrzebujemy też wielkiej wiary w intuicję, oraz szacunku dla niej – wyższego niż każda ziemska pokusa. Dlatego intuicji nie wytworzy człowiek młody, a ten który już trochę doświadczył i wie, że ziemskie rozkosze są krótkotrwałe, i ZAWSZE związane z bólem gdy mijają. Nie wyobrażam sobie sytuacji, by ktoś niedoświadczony seksualnie mógł sobie poradzić z pokusą seksu. Może tylko wyprzeć tę silną potrzebę albo nienawidzić kobiet, zacząć się ich brzydzić – to jednak wydrenuje go z energii, dalszy rozwój duchowy będzie niemożliwy. Warto trochę poszaleć, by zrozumieć że ziemskie namiętności niosą ze sobą także wiele bólu.


Młodzi więc nie korzystają z intuicji, ale mogą dobrze analizować sytuację, mogą też mieć dobrą karmę w danej dziedzinie życia i odnosić w niej sukcesy, ale to nie jest intuicja. Są też niezwykle rzadkie przypadki, tak jak rodzą się cielęta z dwoma głowami czy ktoś trafia dwukrotnie szóstkę w totka – ale nie ma co na nie liczyć.

Nic za darmo

Już teraz widać wyraźnie, że korzystanie z intuicji nakłada na nas bardzo duże wymagania. Trzeba trenować, ćwiczyć, dbać o higienę swego umysłu, ograniczać negatywne informacje które nas nie dotyczą. Nie kupi się tego za żadne pieniądze, żaden guru nam tego nie da. To droga którą podążasz sam, gdyż człowiek tak naprawdę zawsze jest sam – sam się rodzi i gdy zamyka oczy umierając, gdy gasną zmysły, także jest sam – ze swoimi nawykami, wzorcami i emocjami które w sobie pielęgnował całe życie.

No ale teraz zaczynają się znacznie bardziej strome schody, ponieważ osiągnięcie ww. cnót wcale nie musi dać nam dostępu do intuicji. Sprecyzujmy czym jest intuicja – to głos wewnętrzny, który dba byśmy zawsze wybierali NAJLEPSZE dla nas decyzje. No i tu leży pies pogrzebany.


My patrzymy z poziomu ludzkiego, czyli chcemy więcej przyjemności oraz unikać cierpienia. Natomiast z poziomu Boskości, priorytetem jest wyrwanie nas z wiecznego koła inkarnowania na ziemi, czyli doprowadzenie nas do stanu, gdy oczyścimy swój umysł z wszelkiej nieczystości i nieprawości. Intuicja prowadzi nas ku świętości, która jest też błogością i najwyższą rozkoszą, pełną łącznością ze sferą Boskości.

Co jest dla nas najlepsze?

Niestety, te dwa cele (świętość i ziemskie przyjemności) są w zupełnie innych miejscach.

Co jest dla nas najlepsze? Zależy kogo spytać. Dla prostego człowieka będzie to dobre, smaczne jedzenie, kopulacja, coś wypić, mieć dobry telewizor i skodę w gazie, żeby sąsiad widział. Dla równie prostego umysłu będą to etykietki – więc wybiera się najłatwiejsze studia (np. marketing) i robi doktorat. Ma się tytuł, więc czuje się mądrzejszym, lepszym.
Jeśli na ich pragnienia spojrzy ktoś mądrzejszy, to wtedy jasno widać że folgowanie słodyczom skończy się nadwagą, cukrzycą, ciężkimi chorobami i kalectwem – czyli bólem i cierpieniem. Folgowanie kopulacji może skończyć się chorobami, ciążami, wchodzeniem w bliższe kontakty z kobietami, które po stosunku są dla nas obrzydliwe i nie chcemy z nimi spędzać wspólnych chwil. Zdobycie studiów które ma zaleczyć kompleksy sprawi, że staniemy się pyszni i zaczniemy gardzić innymi, wchodzić z nimi w konflikty z pozycji mądrzejszego i przez to nie raz i nie dwa dostaniemy prztyczka w nos.


Dlatego gdy człowiek chce przyjemności, umie się wyciszać, medytuje wiele lat… intuicja mu nic nie podpowie. Ale nie dlatego że nie chce – człowiek sam ją zablokuje, instynktownie, nieświadomie.

Intuicja mówi niemalże jak Szatan

Załóżmy taki przypadek. Mamy kobietę która żyje w bogobojnej, pobożnej rodzinie. Myśli że wszystko jest ok, przyzwyczaiła się do wyzwisk, kontroli i szarpaniny tak mocno, że uważa to za normę. Rodzina bacznie pilnuje, by nie poznała prawdziwej normalności, odgania każdego kto mógłby jej to pokazać. Tymczasem z góry i z boku wyraźnie widać, że jej rodzina ją bezwzględnie wykorzystuje, manipuluje nią i okrada. Dziewczyna chce by jej rodzina była szczęśliwa, ale intuicja jej nie pomoże – bo jej rady to zostawienie rodziców i ucieczka jak najdalej, by poznać swoje szczęście bez presji wampirów emocjonalnych. Głos intuicji będzie tak drastycznie różny od głosu “rozsądku”, od ziemskich “mundrości”, że dziewczyna go sama, instynktownie zagłuszy – może nawet uznać, że to diabeł jej szepcze do ucha. Gdyby intuicja podała dziewczynie sposób na zadowolenie rodziny, to byłoby to pewnie wzięcie wielkiej pożyczki i skok z wieżowca na główkę – wtedy rodzina byłaby szczęśliwa. Oczywiście przejaskrawiam, chociaż znam osobiście przypadki, gdzie było znacznie gorzej.


Intuicja się nie narzuca, nie wywiera presji. Przedstawia najlepszy wybór i albo wybierasz, albo nie – wtedy idziesz jak ćma do ognia, do przyjemności, by po jakimś czasie skonstatować, że dało Ci to wszystko tylko wiele nieszczęścia. Ludzie takie przemyślenia mają po kilku dniach od podjęcia decyzji, albo też po całym życiu spędzonym z drugą osobą, z którą tak naprawdę nic ich nie łączy. Takie chwile przychodzą do nas, gdy zetkniemy się z jakimś pięknem – szumem oceanu, pluskaniem strumyka, zachwyci nas ogrom i pełna majestatu cisza gór, kapanie deszczu z drzew… wtedy CZUJEMY całym sobą, że nasze życie to mówiąc wprost, gówno. I mamy rację. Poszliśmy za ziemską przyjemnością, poświęcając tę prawdziwą, wieczną. Czeka to zdecydowaną większość z nas, także i mnie.

Naiwny czarodziej

Weźmy pod uwagę np. mnie kilkanaście lat temu. Zajmuję się magią, intuicją, coś tam mi się udawało. Zakochałem się w pewnej Pani, miałem seks – zaczęło mi na tej kobiecie zależeć, chociaż ona nie była dla mnie, czego zaślepiony jej kroczem nie chciałem wiedzieć. Ona wpadła w spore kłopoty finansowe, więc robiłem co mogłem by jej pomóc. Świeczki, zaklęcia, inwokacje, modlitwy, medytacje, wizualizacje jej dostatku i szczęścia… a tu cisza. Dopiero wiele lat później zrozumiałem, że ona odebrała konieczną dla siebie lekcję. Co miała, to wydawała na głupoty, była złośliwa, robiła ludziom złe rzeczy, gardziła innymi. A ja żądałem od intuicji, by dała mi bogactwo i szczęście którym bym ją obsypał. Gdyby tak się stało, ona by to wszystko wydała w kilka dni (dla niej żaden problem), a mnie i tak by wykopała ze swojego życia. Miałbym większy żal – a ona bolesną nauczkę odsunęłaby tylko w czasie.


Czy intuicja mi nic nie mówiła? Oczywiście że szeptała. Ale oszołomiony brakiem seksu (bo była nieszczęśliwa, a tak naprawdę odcinając mnie od łona chciała mnie “zmotywować” do skombinowania pieniędzy), jej płaczem (udawanym) nie chciałem głosu intuicji słyszeć. Po prostu instynktownie zamknąłem się na głos, który kazał mi SPIEPRZAĆ jak najszybciej. I jak to? Zostawić seks? Poczucie bycia macho, kolesiem który biednej kobietce ułoży życie? Nie chciałem tego, ale i tak się to tak skończyło, gdy Pani zrozumiała że pieniędzy jej nie załatwię. Okazało się po wykopaniu mnie z jej życia, że niezdarna, zapłakana biedulka świetnie sobie radziła beze mnie, a oczka wyschły z łez natychmiast. Prawda była obok mnie, ale ja jej nie chciałem znać. Ok, więc poniosłem konsekwencje.

Najwyższy cel

Intuicja to głos prowadzący nas do naszego NAJWYŻSZEGO CELU – a nasza rodzina, przyjaciele, miejsce gdzie przebywamy, mieszkamy, pracujemy, może być zupełnie niekompatybilne z tym, co jest konieczne byśmy mogli dostąpić najwspanialszej dla nas radości. Dlatego często powstaje wrażenie, że intuicja nie działa. Działa, ale prowadzi nas nie tam, gdzie aktualnie wydaje nam się, że będzie nam dobrze.

Ludzie często pomijają słowa Jezusa, który powtarzał – zostawić rodziców, bogactwa, przyniósł miecz a nie pokój, nienawiść między syna i ojca itd. To jest właśnie duchowa nauka w całej swojej krasie. To co ziemskie trzeba zostawić, poświęcić – ale mądrze, nie poprzez nienawiść, obrzydzenie i odrzucenie, ale przez zrozumienie, uświadomienie sobie tego, że każda ziemska rozkosz rodzi przywiązanie, a te niesie ze sobą ból.

Czy jesteś gotów na spotkanie intuicji?

Czy jesteś gotów by zostawić małe cele, chwilowe przyjemnostki na rzecz celu najwyższego? Twoja osobowość i ciało, oraz związana z nim rodzina, otoczenie, religia, tradycje, państwo – to przeminie w kilkadziesiąt lat. Natomiast Twoja dusza idzie przez tysiące inkarnacji, wciąż powstające i upadające imperia, ideologie, jedynie słuszne religie i tradycje – i pragnie zbawienia, oświecenia, oczyszczenia. Intuicja prowadzi Cię ku celom duszy, a nie celom aktualnej osobowości i ciała. Twoja dusza do oświecenia może potrzebować sytuacji, gdy zostawisz swych najbliższych. Budda zostawił żonę i ledwo co narodzone dziecię, Jezus nie słuchał matki i wyznał, że braćmi są mu ci, co idą jego drogą a nie członkowie rodziny. Wszędzie masz to samo napisane – cele duszy mogą być zupełnie inne, niż wizja Twojego życia, jaką Ci narzuciło otoczenie. Nie zawsze tak jest, ale zdarza się.

Człowiek prawdziwie podążający za prawdą, musi być w stanie porzucić wszystko. Rodziców, dzieci, żonę, babcię, swoje ciało, zdrowie, ręce, nogi – nie mówię by je ucinać, ale by prawda była ważniejsza dla nas niż one.

Nie potrafię, nienawidzę i boję się prawdy


Potrafisz? Bo ja nie. To gigantyczne wyzwanie. Ale potrafiłem się kilka razy wprowadzić w taki stan, gdy czułem że to potrafię – wtedy czułem coś pięknego. Człowiek bez bagażu tradycji, identyfikacji z płcią, państwem, miastem, osiedlem, społecznymi potrzebami jest wolny – co jest cudownym, cichym i niebiańskim uczuciem. Wtedy staje się istotą duchową, świetlistą, czyli tym czym każdy z nas naprawdę jest, kim był przed “wejściem” w obecne ciało, społeczeństwo, tradycje i uwarunkowania, oraz kim będzie po śmierci.


Ćwiczenie trwa… ale nagle wraca “racjonalność”, poczucie lęku i przywiązania do tego co znamy, z czym się utożsamiamy i piękno znika a pojawia się stres, ból i męka życia. Tymczasem każdy z nas będzie musiał swoje przywiązania (do jedzenia, seksu, własnego ciała, rodziny itd) odciąć, chociażby umierając. Ludzie codziennie walczą ze swoimi przywiązaniami, rzucając papierosy, odchudzając się, żegnając swych zmarłych bliskich… było fajnie, ale przychodzi czas bólu. Przywiązanie to zawsze przyjemność i ból w proporcji jeden do jednego. Warto sobie uświadomić, że tak naprawdę nienawidzimy prawdy i boimy się jej, bo może ona oznaczać konieczność SKRAJNEGO przemeblowania naszego życia.

Intuicja nie jest fajna

Co to wszystko oznacza w praktyce? Że intuicja wcale nie jest taka fajna, jak się ludziom zdaje – jest znacznie fajniejsza. Niestety, ta fajność pojawia się przeważnie po jakiejś stracie. Są historie o ludziach, co zapracowywali się dla pieniędzy – pojawiał się więc zawał czy udar, bolesne, wymuszone przemyślenia, a później decyzja by uciec gdzieś daleko od miasta, od toksycznych ludzi. Później okazuje się, że odnaleźli spełnienie, spokój duszy, harmonię której wcześniej nie mieli.


Czyli gdyby wcześniej spytać ich o intuicję, chcieliby by pomogła im ona więcej zarabiać. A ona im zapewne szeptała by zrezygnowali z pracy. Usłuchali by jej? A nigdy w życiu. No to z pomocą przyszedł zawał, który wymusił zahamowanie tego szaleństwa, oraz umożliwił głębsze refleksje o swoim życiu, jego sensie oraz celu. Szczęśliwcy – ale najpierw klęki, płakali na los. Dopiero z czasem przyszło zrozumienie i poczucie harmonii.



 

http://newsy.braciasamcy.pl/   nowy portal dla nas.

www.braciasamcy.pl  zapraszam na moje forum. Paniom wstęp wzbroniony!

——————–

Setki moich felietonów KLIK

Zapraszam do kupna moich e książek „Kobietopedia” KLIK, Stosunkowo dobry”, oraz „Wyprawa po samcze runo” w E wersji, KLIK.  Bardzo jestem wdzięczny wszystkim tym, którzy poczuwają się do dbania o cały ten interes i go finansują KLIK, także poprzez PayPal, mój meil to coztymikobietami@onet.pl

 

0Dodaj komentarz