|

Człowiek całe życie dowiaduje się o sobie coraz to ciekawszych rzeczy. Na tym właśnie polega rozwój, że wiemy i ogarniamy coraz więcej i więcej, i na tej podstawie widzimy głębiej, pełniej, nasze spostrzeżenia stają się bardziej inteligentne, bardziej światłe, mądre. Oczywiście, jest to możliwe tylko wtedy gdy ma się w sobie realną pokorę, świadomość że jest wiele rzeczy o których nic nie wiemy, i prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, oraz gdy nie zamknęliśmy się na nowe informacje, uznając się za ludzi którzy dużo wiedzą gdyż oznacza to zatrzymanie w rozwoju na etapie skostniałej, cmentarnej śmieszności. Życie to niezgłębiona tajemnica - najlepsi naukowcy na świecie nie umieją rozwikłać tajemnicy kropli wody, i jeszcze wiele piasku wieczności upłynie w klepsydrze istnienia zanim to zrobią. Kluczem do wielkiego zrozumienia jest pokora. Nie mam na myśli pokory która objawia się robieniem z siebie robaka, który przeprasza za to że pełza po ziemi, tej ziemi.
Pokora to świadomość jakim cudem jest nasze ciało, natura, ziemia, i kosmos. Wiedzę należy zdobywać, nie zapominając w trakcie odkrywania kolejnych zagadek życia o najważniejszym – podziwianiu tego co istnieje, cieszeniu się tym wszystkim. Podziwianie piękna tej rzeczywistości jest naszym największym skarbem. To jest dla nas, tak więc jeśli drogi memu sercu czytelniku jesteś człowiekiem, to jest to jak najbardziej dla Ciebie. To prezent dany z wielkiej miłości dla każdego z nas, wymierzony po równo dla świętego jak i dla największej kanalii. Woda daje rozkosz spragnionemu podniebieniu dobrego człowieka, jakoż i złego, słońce nie wybiera gdy oświetla człowieka, nie hamuje swej światłej promienistości gdy muska łagodnie swymi promyczkami dewianta, tulipana, kalibabkę. Wampir z Bytomia mógł opalać i rozkoszować słońcem tak samo jak Papież. Rozkosz jaką daje kobiece łono jest taka sama dla człowieka dobrego, jak i dla łotra, huncwota. Czysta woda, smaczne jedzenie, smukłe uda młodej dziewczyny, słońce, fale oceanu który zmywa z nas grzechy nasze codzienne, rozkosz spania po całym dniu pracy, rajskość żywotności i chęci życia o poranku gdy budzimy się gotowi do nowych wyzwań i radości – to wszystko jest dla nas. Ot, życie...
Oto jesteśmy Przyjaciele na wirującym w bezdennych otchłaniach kosmosu globie, okruchem świadomości w mrocznym gwiazd oceanie, samotnymi wędrowcami skazanymi na wieczną tułaczkę wśród gwiazd. Uwierzyliśmy w błyskające neony w supermarketach, trwałość i stałość społecznych instytucji takich jak małżeństwo, rodzina, religia, polityka, uwierzyliśmy że dzięki nim zapomnimy o hańbie śmierci i nietrwałości, rozpaczy przemijania, kiedy tak naprawdę jesteśmy na łasce potężnych asteroid mijających nas w odwiecznej loterii, nie wiedząc o tym że wszechświat gra nami w Rosyjską ruletkę z ciałami niebieskimi, chłodnymi i nieczułymi gwiazdami które oglądane w nocy budzą w nas nieokreśloną tęsknotę, pragnienie wielkości, zew piękna. Całe nasze wnętrze skowycze w rozpaczliwym wołaniu duszy pragnącej więcej, więcej tego czego nie da nam ani żaden człowiek, ani najlepiej nawet wyposażone półki sklepowe. To coś może Ci dać tylko www.ecoego.pl żartowałem...
Stomatologiczne oświecenie....
Kilka lat temu, a może więcej (nie pamiętam dokładnie kiedy) moja dentystka powiedziała mi że ścieram swoje zęby, mam wadę zgryzu. Niewiele z tego zrozumiałem, przede wszystkim dlatego że w czasie kiedy dentystka mi to mówiła całym sobą pragnąłem wyjść z gabinetu, a po drugie nie znam się na tym, jestem humanistą.(Każdy człowiek który jest nieukiem i ma same pały z matematyki jak ja, tytułuje się humanistą, skorzystam więc z tego trendu i wskoczę w nowe, humanistyczne ciuszki). Jednak kiedy po kilku godzinach emocje (oj silne..) opadły, zacząłem analizować to co mi powiedziała, trochę poszperałem w internecie, trochę dopytałem (pozdrawiam Tomeczku :) ) i się dowiedziałem że przygryzanie zębów jest bardzo wielkim problemem, który prowadzi do poważnego uszkodzenia zębów. Lista uszkodzeń, i ich kosztów a co najgorsze bólu który trzeba przy tym znieść, sprawiła że włosy stanęły mi dęba – a proszę zauważyć że od lat obcinam się na „buddę” czyli na łyso i niech ten krótki komentarz przedstawi Państwu wagę problemu, który musiałem podźwignąć na mych wątłych emocjonalnie barkach.
Koniec końców doszedłem do słusznej konkluzji, że ścieram zęby ponieważ nimi zgrzytam. Ale jak to, ja zgrzytam zębami? Niemożliwe – nic takiego nie pamiętałem. Ale fakty są jakie są i można zareagować na dwa sposoby. Albo je zignorować jak to robi wielu ludzi dziwiących się niezmiernie z konsekwencji które zawsze trzeba później ponieść, i obwiniających wszystkich wokół za swoje cierpienie, albo uznać je i coś z tym zrobić. Można o mnie powiedzieć wiele rzeczy: leń, obibok, dewiant, nieuk, grubas, słodyczoskrytożerca...ale nie można mi zarzucić nieszczerości. Łyknę wszystko, jak mawia Pan Wiktor, osiedlowy menel. Zacząłem dokładnie się obserwować, każdą chwilę swego życia. Miałem motywację? Miałem, gigantyczną. Kto nie płakał i wrzeszczał z bólu, nie trzymał za rączki fotela tak że trzeszczały bliskie wyrwania, oraz nie rzucał się na fotelu dentystycznym nie zrozumie, że jest to jedna z najsilniejszych motywacji jakie mogą istnieć.
Pochwalę się....
Pochwalę się Państwu, mamy niedzielę, młode chłopaki w golfach dwójkach z naklejkami pionier i czarnymi szybkami plus nieodzowne metalizowane nakładki na wydech szpanują pod kościołem ruszaniem z piskiem opon, ja zaszpanuję na swojej własnej stronie (samochodem nie mogę, wczoraj wysiadł akumulator, albo alternator, czekam na poniedziałek i na mechanika) – hen, dawno temu, byłem z kolegą u dentysty, miałem borowanie bez znieczulenia. Kolega powiedział że nigdy w życiu już ze mną tam nie pójdzie, wykończyłem go samym swoim widokiem... miał koszmary senne później, rzęziłem, jęczałem, miałem drgawki w nogach w trakcie borowania... Kolega prawie zwymiotował. Prawie zniszczyłem przyjaciela...taki ze mnie destruktywny facet. Ale przejdźmy do rzeczy, miałem się chwalić – wyobraźcie sobie moi drodzy Państwo, że wyłamałem rączkę fotela... trzasnęła. Jak ją złamałem? Stalowe ramię? I owszem, wtedy mocno ćwiczyłem, ale ważyłem ok. 70kg, a nie jak teraz, 95kg, ale nawet teraz bym jej nie wyrwał, byłbym bez szans. Ale ja tak mam w silnym stresie, że coś się dzieje z moimi mięśniami. Próbowałem to wiele razy wyjaśniać, ale nawet wyjaśnienie z adrenaliną nie tłumaczy wytrzymałości ścięgna. Albo gdy pewien człowiek podniósł mnie za wyciągniętą rękę...jak? Nie wiem. Zagrażał mi, fizycznie. I stało się. Taka siła a nie mogłem pod górkę pchnąć seicento, ciekawe. Wprawdzie w środku siedziała moja psiapsiółka trzymając kierownicę, ale nie zdradzę jej wagi, bo zostanę chlaśnięty... niech będzie że waży tyle co piórko, ale nie zdradzę jakiego zwierzęcia...może łabędzia...a może prehistorycznego, 100 tonowego prehisterycznego dinozaura... Mniejsza z tym. Za ból w zębach odpowiedzialne są włókna Tomesa, i ja mam je mocno rozwinięte. Ich przewodzenie słabnie z wiekiem. Mawiają że starość to nie radość – może i nie radość, ale na pewno mniejszy ból przy zabiegach dentystycznych, a więc krzyknijmy wszyscy razem - viva la starość! Ale wróćmy do samoobserwacji. Proszę wyobrazić sobie moje zdumienie, gdy okazało się że w trakcie gdy wyobrażam sobie niemiłe wspomnienia, przeżywam jakiekolwiek frustracje dnia codziennego, mocno zagryzam zęby. Robiłem to całkiem nieświadomie całe życie, dzięki czemu mam wytarte mocno zęby, co może doprowadzić do bardzo poważnych następstw. A na punkcie zębów mam fioła, czyste i ładne muszą być.
Morał....
Jaki morał płynie z tej opowiastki? Bardzo ważny. Jak to jest że żyjesz i robisz masę rzeczy o których nie masz nawet bladego pojęcia? Skoro ścierałem nieświadomie zęby, to może robię jeszcze inne rzeczy, o których nie wiem? Zacząłem się bacznie obserwować, co nie jest wcale takie łatwe. Umysł chce żebyś zasnął, zatopił się w przeżywaniu życia i reagowaniu w uwarunkowany, zaprogramowany sposób, czyli tak jak Cię nauczono. Obserwowanie siebie jest ciężką pracą, gdyż obserwując widzisz wyraźnie że to wszystko co zawsze o sobie sądziłeś to bujda, można zwariować od tej wiedzy...nie wszyscy chcą poznać prawdę, większość chce nadal spać i żyć tak jak zostali uwarunkowani. I dobrze, to ich świadomy wybór, niech więc śpią, my natomiast, głodni wiedzy ludzie którzy chcą zrozumieć czemu żyjemy, jaki jest sens życia, poczuć dotknięcie Boskości w środku swego jestestwa, będziemy obserwowali się i zastanawiali nad bardzo ciekawym zjawiskiem. Oto ono – gdy patrzę na siebie, Marka, widzę Marka. Marek coś robi, pisze arty, komcie, gra w swoją ukochaną grę HoI2... ale skoro obserwuję Marka, to jak na Boga mogę nim być? Szaleństwo, prawda? Czy jestem więc Markiem, czy nie? Czy jesteś świnią którą obserwujesz w chlewni? Czy jesteś Billem Gatesem? Portfel masz pusty Przyjacielu, jako i ja (a duszę pełną śpiewu) więc na pewno nim nie jesteś. Jakim więc cudem możesz być tym czymś co obserwujesz? Jak mogę być Markiem skoro go właśnie w tej chwili obserwuję? Marek pisze artykuł, pije wodę z cytryną i trzema kostkami lodu...obok leżą opakowanie po batonie bounty, czekoladzie Wedla „mleczna truskawkowa” i pudełko po czekoladzie terravita „z Całymi Orzechami Laskowymi w Miodzie”... Marek siedzi, pisze artykuł i gorzko wyrzuca sobie kolejne złamanie zasad diety...Więc skoro nie jestem Markiem, a nie jestem bo widzę go i jego myśli wyraźnie jak w kinie, to kim naprawdę jestem? Nie wiem...
Najpiękniejsza chwila w życiu....
Najpiękniejsza chwila w moim życiu? Na to pytanie odpowiedziałbym różnie, w zależności od czasu kiedy zostanę zapytany, gdyż jak mawiał Pan Einstein, wszystko jest względne, pojęcia bólu i przyjemności także – zmieniają się jak w kalejdoskopie w zależności od naszego dojrzewania, czasów w których żyjemy, mód i trendów. Piękne chwile to na pewno zdanie prawa jazdy i wielki triumf że udało mi się to zrobić nie dając łapówki, a w tamtym czasie stać mnie było na to (kilka razy nie przepuszczali mnie na manewrach, Pan z ekierką sprawdzał cm przy parkowaniu...) przełamanie swojego wielkiego lęku i bójka z hultajem który podniósł rękę na Państwa ulubionego nauczyciela życia (znaczy się mnie, oczywista oczywistość) przekonanie małego chłopca który bał się skoczyć przez kanałek z błotem, i bał się klasowego chuligana, i wielka radość gdy przytulił się do mnie po pokonaniu swoich dwóch, największych dla tego okresu życia lęków, czyli skoczenia przez kanał do którego go niemalże zmusiłem, i gdy pobił chuligana, rozkwasił mu nos na przerwie i miał wreszcie święty spokój. Byłem i jestem z niego bardzo dumny. Przezwyciężenie swoich lęków i ograniczeń daje wielką satysfakcję i radość. Szalona radość że żyję po topieniu się i łapczywy oddech który napełnił moje płuca odżywczym tlenem, a duszę trelami skowronków, oraz kilka chwil o których nie chcę pisać publicznie. Ale te wszystkie życiowe sukcesy (dla niektórych mogą wydać się małe, ale dla mnie są bardzo cenne) gasną kompletnie przy pewnym zdarzeniu. Gdy ktoś mnie obraża, napinają mi się mięśnie, rośnie ciśnienie, w środku się zamykam i poddaję prądowi wielkich emocji, prawie każdy z nas tak reaguje. Nie jest to miłe, jest to biologiczne preludium przed aktem walki (albo ucieczki) na słowa, pięści, nie jest to istotne aż tak bardzo. Proszę sobie wyobrazić że zostałem obrażony, i nagle poczułem że nie jestem Markiem. Ktoś obraził jakiegoś Marka – stałem z boku, i patrzyłem na to wszystko rozbawiony. Nie było to udawane rozbawienie które prezentujemy napastnikowi jako swoją strategię obronną (jedni atakują, inni krzyczą, jeszcze inni się śmieją napastnikowi w oczy) a prawdziwa dzika radość i wielka ulga. Proszę sobie wyobrazić – napastnik czuje w sobie pogardę, złość, nienawiść, te negatywne uczucia rozpychają go jak grube palce proktologa przy badaniu per rectum bez lubrykantu...atakuje słowem chcąc wyzwolić się od tego strasznego ciężaru w sobie, a atakowany się śmieje bo atak nie dochodzi do niego. A do kogo ma dojść skoro nie ma Marka? Energia natychmiast wróciła do agresora, ale to temat na inną opowieść...
To jest życie...
To było najwspanialsze przeżycie mojego życia. Nie mają szans wszelkie ekstazy modlitewne, poczucie euforii i stany paranormalne które można wyzwolić ze swojego umysłu praktyką duchową, taką jak np. medytacja czy praca z czakramami bądź kundalini. To wszystko jest nic nie warte, sztuczki karciane, światełka i śmieci, nic więcej. Zresztą większość ludzi którzy się nimi chwalą to zwykli oszuści którzy nic nie umieją. Mogę śmiało tu i teraz wyśmiać „uduchowionych” ludzi którzy całe życie rozwijają siddhi, i zmarnowali całą jedną inkarnację na sztuczki z telepatią czy telekinezą albo jasnowidzeniem. Te wszystkie rzeczy w świecie między inkarnacjami będą naszą naturą, i jesteśmy do nich naturalnie stworzeni. W wielu życiach miałem te zdolności, i nie dało mi nigdy żadnego spełnienia ani szczęścia. Te zdolności są jak talent grania na pianinie, tylko rzadszy. Do szczęścia w życiu i w ciele nie potrzeba siddhi, wystarczy postanowić być szczęśliwym, co jest za trudne dla ludzi, ponieważ wierzą że szczęście jest czymś co można kupić, pieniędzmi, pracą, uczynkami, żebractwem. Oni będą dopiero szczęśliwi gdy kupią nowy telewizor, samochód, awansują, pozbędą się palących hemoroidów... Zmarnowane życie, jak miliardy innych, tylko że te zmarnowane jest pod śmierdzącym i poplamionym płaszczykiem duchowości, z którą ma to niewiele wspólnego. Ale jest to też lekcja że moce duchowe są znakami, a nie celem. Kiedyś to załapiesz, wcześniej czy później.
Przez jedną chwilę stałem się potężny i pełen godności, byłem w istocie prawdziwym Bożym dziecięciem, wzniosłem się ponad społeczeństwo i permanentną hipnozę w której żyjemy i się poruszamy jak w gęstej mgle. Ślepi prowadzą, niemi mówią, głusi słuchają. Oto społeczeństwo, najbardziej subtelne więzienie jakie można sobie wyobrazić. Gdy jesteś na pustyni, onieśmiela Cię i oszałamia przestrzeń, gdy jesteś w więzieniu, tłumi i wpędza w paranoję brak miejsca. Żyjemy właśnie w takim małym, śmierdzącym więzieniu, gdzie na ściany naklejono świecące obrazki i rozpylono dezodorant żeby smród nie uświadomił Ci ze mieszkasz w grobie. Myślisz ze jesteś wolny, a jesteś w więzieniu. Jesteś niewolnikiem, tylko o tym nie wiesz, gdybyś się dowiedział, przestałbyś nim być, ale jak się dowiedzieć skoro wszyscy w nim są? Każdy kto Ci powie że jesteś w więzieniu, będzie miał od Ciebie skierowanie do Tworków. Nie uwierzysz, bo wszyscy wierzą w więzienie. W tej jednej cudownej chwili Przyjaciele stałem się wolny, prawdziwie wolny, to nie było nawet szczęście, to było coś czego się nie da opisać, ale można porównać do swobodnie spadającego białego i czystego piórka z nieba a w tle niebieskie, piękne niebo...
Jaka to wolność jak byle kto może sprawić swoimi obelgami że będę cierpiał i przeżywał swoje emocje bezradności i upokorzenia? Jaka to wolność skoro ktoś kilkoma słowami może sprawić że będę śpiewał z radości, i kilkoma innymi bym płakał? Jestem niewolnikiem jak wszyscy inni, i muszę się bać ludzi, nienawidzieć ich, jak możesz żyć inaczej Przyjacielu? Spójrz w siebie. Miłość, medytacja, rozwój duchowy, ładne słówka – a w środku głęboki strach, i nienawiść do Twoich Panów którzy w swoich ustach trzymają władzę nad Tobą i Twoim samopoczuciem. Spójrz na Twoją rodzinę, przyjaciół, i uświadom sobie jak bardzo się ich boisz. Może zepchnąłeś swoje prawdziwe uczucia w studnię zapomnienia, może ich teraz nie widzisz... ale one są. Każdy kto dał Ci przyjemność, będzie Twym wrogiem gdyż może Ci ją zabrać, może Cię zniszczyć... Jeśli ktoś da Ci wspaniały komplement który sprawi że urośniesz.... musisz go polubić, musi być mądry, prawda? Tylko mądry człowiek doceni Twoją wielkość Napoleonie codzienności.... a co zrobisz gdy uznany przez Ciebie za mądrego człowiek powie Ci że jesteś skunksem, łajnem? Powiesz mu co o nim myślisz, ale przecież jesteś związany, jak możesz obrazić mądrego człowieka? Jesteś w kropce, jesteś ugotowany. Dałeś władzę nad sobą innemu człowiekowi, stałeś się jego niewolnikiem...może Cię obrazi, a może nie. Tego nie wiesz. Ach, ta rozkosz oczekiwania....czy topór spadnie tym razem, czy może mamy jeszcze tydzień, dzień, godzinę...?
Gdy widzisz co naprawdę się dzieje, jak jesteśmy zniewoleni przez niewidzialne kraty, czujesz że sens ma tylko poszukiwanie prawdy, wyzwolenia od tego więzienia które wyzwala w Tobie to co najgorsze...wyścig szczurów, morderczą ambicję, zdradliwą konkurencję..... Na co jednak większość ludzi poświęca czas? Nie na odkrycie prawdy o sobie, lecz na zarabianie na telewizor, samochód, lodówkę. To ma dać lepsze samopoczucie, świadomość ze ma się coś lepszego od sąsiada. W tym dążeniu do polepszenia sobie samopoczucia telewizorem jesteśmy tak zaślepieni, że przy okazji uczyniono nas nie tylko niewolnikami społeczeństwa ale także niewolnikami kredytów konsumpcyjnych...obedrą Cię ze skóry, pozbawią wszystkiego...lepiej siedź cicho, nie stawiaj się, nie myśl samodzielnie, pracuj na rodzinę, podatki i państwo to może nie trafisz pod most, a żona Cię nie zostawi znajdując sobie innego mężczyznę...swoje dziecko oddaj do armii, która będzie walczyć za państwo, Boga, czy jakąś inną, szczytną ideę... pourywane nogi, wrzeszczący z przerażenia i bólu na obficie zasłanym kończynami i mgłą z prochu grzmiących i dudniących armat...agonalne ryki młodych chłopców z których wylewają się zwoje skrwawionych, porwanych przez stalowe pociski jelit i gówno...płacz i błagania żeby mama przytuliła bo wraz ze śmiertelnymi drgawkami przychodzi obezwładniająca ciemność...ale mama nie przytuli swojego małego chłopczyka, a teraz skrwawionego i jęczącego ochłapu bo mamusia jest daleko od pola chwały, pola bitwy o honor, męstwo dumę i ojczyznę... umrzesz sam, a ktoś będzie popijał dobre wino za które zapłacisz własną krwią. Tak można w skrócie opisać wiarę w państwo, czy religie.
Pozwoliłem sobie...
Pozwoliłem sobie umieścić zdjęcie swojej własnej jamy ustnej. Genitolodzy wróżą z ludzkich genitaliów, powstały ksiażki na ten temat...w pierwszej chwili człowiek zaczyna narzekać że nie poszedł edukacyjnie w tym kierunku, jednak chwila namysłu wystarcza aby nie żałować - do wróżek chodzią Panie przeważnie w zaawansowanym wieku, więc praca ta nie da specjalnie powodów do radości... chyba że ktoś to lubi... skoro wróży się z fusów, gwiazd, genitaliów, może ktoś powróży mi z moich zębów?
|
Gdyby to miała być piękna kobieta to ...
Nieźle się pastwicie nad tym Sławkiem...
Tak, wystąpienią Niesiołowskiego czy ...
Ta babka Krzywonos mówiła w wywiadzie...
Kaczor dzieli ludzi, ale np Palikot j...
SZUKAM MĘZATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
SZUKAM MĘŻATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
Mistrzu , dobrze piszesz.
Ja się podpisuję, Mistrz.
czemu sie nikt pod tym tekstem nie po...
Np. stąd: link:http://www.youtube.co...
DaNkE sHe LoL hIhIhI PoZdRóWeCzKa
Proszę
To znaczy się komplementujesz mnie cz...
A strzeliłęm se dziś arta jednego Edy...
Ja się nad tym zastanawiam cały czas,...
Ano mam, jestem aktualnie w ciagu sło...
Oczywiście ze posiłkuję się informacj...
Skąd pewność że pani Krzywonos kłamie...
posiłkujesz się tym co już zostało wy...
fajny tekst pozdro
Dziękuję Marek,notka wspaniała i wiel...
Artykułu nie da się ocenić, bo jest p...
W dalszym ciągu masz nadwagę
Życie to cel sam w sobie. Nie ma osta...
Brutal a co sądzisz o Bronisławie Ger...
Maruś kiedy nowy artykuł
Niestety, wyglądu nie bedziesz mieć z...
Bazylu? znowu ? jezu czlowieku Daniel...
wole podziw z powodu wygladu niz boga...
Sory ziom ale Mikkego to ja widzialem...
Ale jest różnica pomiędzy Mikke a 34....
Ja tez nie jestem za przystojny, w su...
No nie Olek, przede wszystkim Mikke j...
To przejedź się jakąś ulica autem za ...
A ile razy Bazylu mamy Ci wszyscy pis...
Myślę że chodzi o wyjście poza emocje...
Tak bardzo "inteligenty" i wł...
Niestety, i nie kumam tego. 34 to bar...