|

Witam Państwa bardzo serdecznie.
Pragnę przeprosić moich czytelników za dwa tygodnie pisarskiej posuchy, i wytłumaczyć się. Mówią że tylko winny się tłumaczy, i tak moi drodzy czytelnicy, jestem winny. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Przyznaję się do słodkiego, letniego lenistwa, i chętnie wystawię moje spasłe pośladki do należnej mi moralnie chłosty szczupłym i zgrabnym czytelniczkom z Warszawy. Po ogłoszeniu akcji „samochód dla Mistrza” (przedostatni artykuł „O mnie i o seicento”) naskrobałem na szybko artykuł wyborczy w którym wyłuszczam moim czytelnikom gdzie mam (to miejsce jest owiane, powiedzmy że słodką, tajemnicą, ale uchylę rąbka specjalnie dla czytelników z detektywistycznym zacięciem – jest to miejsce gdzie słońce ma bardzo utrudniony dostęp) Bronka i celebrytów którzy go popierali, a potem byłem cały czas zajęty. Czym? Wakacjami, naturlich, oczywista oczywistość, w końcu mamy sezon letni.
Akcja „Samochód dla Mistrza” zakończyła się sukcesem. Z tej okazji chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim którzy odpowiedzieli hojnie na mój apel. Siódemka to podobno magiczna cyfra i faktycznie - siedem życzeń kota Rademenesa (mój ulubiony serial w czasach młodości, i pytanie które będzie mnie nurtować aż do końca mego żywota, czemu Darek nigdy nie zażyczył sobie nocy z Pamelą Anderson, albo przygód z gangiem motocyklowym? Powinien mieć takie proste, uniwersalnie męskie marzenia) siedem cudów świata, siedem grzechów głównych, królewna Śnieżka i siedmiu zakochanych krasnoludków, siedem dni w mozole budowany nasz świat przez Pana Boga (gapom które nie uważały na katechezie przypominam że jeden dzień z tych siedmiu Pan Bóg odpoczywał, miał fajrant jak to mówią ludzie pracy) – i siedmiu hojnych czytelników dzięki którym kupiłem okazyjnie seicento 900 z 2000 roku, z przebiegiem dokładnie 100000km. Pieniędzy starczyło na samochód, ubezpieczenie, wymiany silentblocków, oleju, świec, filtrów, wymianę przeciekającego baku, instalację radiową zrobioną przez uczciwego i bardzo sympatycznego Pana z serwisu na ul. Ludnej w Warszawie (polecam), radio i głośniki, oraz dobre zatankowanie. Na GPS, kołpaki i dywaniki plus blacharkę nie starczyło przez radio, a właściwie jego brak, nie było radia, instalacji, głośników, anteny. Pani jeździła bez radia, ale nie mam na co narzekać, i tak mi się udało trafić okazję. Jak się nie ma szczęścia w miłości, to ma się w kupnie używanych aut. Tata powiedział na widok umieszczonego centralnie na desce rozdzielczej obrotomierza że laski się posikają :) no cóż...sportowy obrotomierz, sportowe elektryczne szybki, sportowe spojlery boczne i tylny, sportowa wycieraczka na tylnej szybie... mam wymieniać dalej dziewczyny? Załóżcie pampersy i zapraszam na szaloną jazdę. Moje seicento kryje w sobie więcej mrocznych tajemnic niż moje kochliwe serduszko.
„Z drogi śledzie, Mistrz seicento jedzie”.
Samochód jeździ bardzo sympatycznie, jestem bardzo zadowolony. Do końca wahałem się między matizem z 1999 roku, który miał wymienione niemal wszystko, i miał maksymalne wyposażenie dodatkowe, ale niestety miał lekkie ogniska rdzy, czyli byłby bardzo poważny problem z odsprzedażą. Ponieważ dobrze znam matiza, ma go mój tata, jestem zadowolony ze swojego wyboru. Seicento jeśli chodzi o miejsce dla kierowcy z przodu jest znacznie pojemniejszy (mimo że tylko o 1,5cm szerszy od matiza) silnik jest cichszy, gorzej z ładownością i miejscem z tyłu, ale ja jeżdzę sam, więc reasumując seicento jest dla mnie lepszym wyborem niż matiz. Przyśpieszenie nie jest jego najmocniejszą stroną, delikatnie mówiąc (matiz ma znacznie lepsze, za to zawieszenie na zakrętach matiza jest fatalne, zakręt na torach tramwajowych to gwarancja znacznie podwyższonego ciśnienia, ba! Możliwość zawału, samochód staje na dwóch kołach) ale jeśli mam być szczery, zawsze byłem fanem powolnej jazdy.
Na trasie jeżdzę do setki maksymalnie, szybciej się boję, trochę widziałem ludzi w Konstancinie po wypadkach bez nóg, rąk czy przywiązanych dożywotnio do respiratora (wszystko sprawne, ciało sprawne, ale żeby płuca oddychały musi być respirator gdyż nerw oddechowy uległ przerwaniu, młody facet około trzydziestki, włosy mi stają dęba na samo wspomnienie, oczywiście szarżował autem i wpadli na drzewo ze znajomymi) i mi wystarczy. Kolejny, bardzo inteligentny i wrażliwy młody facet, rozwoził pieczywo i amputowali mu nogę czy nogi (nie pamiętam już) i dziewczyna z którą miał się niebawem żenić (i dla której zasuwał jak głupi żeby miała konkretny ciuch, i dobre wesele) zwiała po wypadku a chłopak się ciął bo nie mógł znieść prawdy o ludzkiej lojalności i przyzwoitości którą poznał, była to prawda która go niemal zniszczyła. Mam wielką nadzieję że życie mu się jakoś normalnie ułożyło. To artykuł o samochodzie, ale nie mogę się powstrzymać – kiedy płaczecie że wam źle i macie w życiu pecha, pomyślcie o tym chłopaku. A są jeszcze „lepsi” od niego. Czasy kiedy popisywałem się przed Paniami ruszaniem z piskiem opon mam dzięki Bogu za sobą, mogę jeździć wreszcie tak jak lubię, dostojnie. Nauczam Państwa o karmie, nieuchronności losu, ale nie zaprzeczam też zwykłej życiowej mądrości że Bóg pomaga tym którzy sobie pomagają. I ja sobie pomagam nie ryzykując nadmiernie. W końcu droga to nie tylko ryzyko kalectwa czy śmierci dla mnie, ale też dla innych ludzi. A takich którzy za kierownicą czuli się mistrzami rajdowymi i bogami kierownicy, pogrzebano już wielu. Mój przyjaciel amputował kilkaset kończyn w Warszawskim szpitalu, przeważnie nocne wypadki, powroty z dyskotek, imprez, domówek. Z jednej strony podniecony i czujący wielką testosteronową moc młody samiec, a po wypadku wrzeszczący i skamlący z bólu okrwawiony strzęp człowieka z którego wylewa się gówno z moczem i któremu trzeba natychmiast obciąć nogę. Jedźcie ostrożnie kochani czytelnicy, proszę. Ale wracając do samochodu. Na razie nie wiem ile mój maluszek pali gdyż nie mogłem dokonać pomiaru (przeciekał zbiornik, tankowałem do połowy) Niedługo się dowiem gdyż go wymieniłem. Mam nadzieję że będzie to rozkoszna wiedza a nie kolejny cios w moje znękane finansowymi (i miłosnymi) troskami serce.
Samochodem byłem dwa dni w Gdyni, teraz jestem kilkaset kilometrów dalej, za kilka dni wracamy z psiapsiółą do Warszawy. Wakacje od pełnego trosk i znoju życia bezrobotnego są bardzo udane, gdyby nie awaria zęba, i leczenie kanałowe w którego jestem trakcie. To mój pierwszy raz.... już nie jestem prawiczkiem kanałowym. Przyznam że rozdziewiczenie było niezwykle intensywne emocjonalnie, Panią Dr ugryzłem w palec. Siadając na fotel dostaję drgawek...ot, cały Ja. U dentysty zrozumiałem dwie ważne sprawy. Nieuchronność karmy, i poczucie ostatecznej rzeczywistości. Karma – 17 letnia dziewica jęcząca i pochlipująca w trakcie zabiegu była dla mnie źródłem wielkiej satysfakcji. Z całego serca zazdrościłem Pani dentystce że może wniknąć w dziewicę... Jednak po chwili rozedrgana dziewica ustąpiła mi miejsca na fotelu, wygodnego fotela na którym dziewiczy, pełen miłego mi lęku zapach jej ciała i delikatna nutka dziewczęcych perfum wymieszana z woniami amalgamatów i próchnicy wprawiła mnie w drgawki. Już po chwili i ja jęczałem, a przecież nie jestem dziewicą... karma wróciła – i to z jaką mocą! To była moja pierwsza nauka. Zapamiętam ją, na Boga! Mogę zapomnieć portfela, swojego imienia, miejsca zamieszkania, uwaga, zbluźnię! nicków moich czytelników, ale nigdy przenigdy nie zapomnę uczucia gdy to coś wchodziło w mój kanał zębowy... och! Druga to ta, gdy oczekiwałem w napięciu na ból. Nie było myśli, marzeń, wyobraźni, było tylko oczekiwanie, istniałem w wiecznym, mistycznym tu i teraz. Mało nie wyrwałem poręczy fotela. Niech mi zmierzą siłę w mięśniach w trakcie wizyty u stomatologa – Pudzian się chowa :)
Dwie mistyczne tajemnice które zgłębiłem dzięki gabinetowi stomatologicznemu. A mówią że dentyści są źli? To nieprawda, kocham dentystów. Amplituda mej miłości rośnie w momencie gdy wychodzę z gabinetu, tego uczucia ulgi i szczęścia po prostu się nie da opisać. Pan Bóg stworzył dentystę i znieczulenie przewodowe, a Szatan czyszczenie kanałów. No to mi mój przyjaciel Tomek da do wiwatu jak wrócę i usiądę na jego fotel :) Tomeczku, wybacz że Cie zdradziłem, to był nagły poryw „to nie to o czym myślisz” jestem wierny Twoim wiertarkom i znieczuleniu, tak mi dopomóż Bóg, spróbowałbym zresztą nie być :)
Urósł mi na wakacjach brzuch. No i co z tego? Uroda i moda to kwestia gustu. 60 tysięcy lat temu w czasach wielkiego głodu moja nadwaga byłaby obrazem wielkiego bogactwa i władzy. Nieliczni mieli taką nadwagę. Tak moi drodzy Państwo, 60 tysięcy lat temu byłbym jednym z najbardziej sexi facetów na świecie z takim brzuchem, pierwotnym czipejndelsem. Nie będę się zmieniał jak mi każą trendy, niech trendy się zmienią pode mnie. Ja poczekam, mam jeszcze czas, chyba.
No dobrze. Koniec z tym paplaniem, przejdźmy do foto relacji z wakacji. Należy się to Państwu. Na samej górze oczywiście moje seicento (zakupione dzięki Państwa dobroci) i ja, Państwa ulubiony nauczyciel życia. W tle słońce, z radia leciało dobre disco żeby nadać kolorytu i jakości Polskiej wsi na której to obficie owłosionym łonie, pozwoliłem sobie na zdjęcie którym mam przyjemność Państwa uraczyć.
Boskie zoo...
39 koni, dwa psiaczki, jeden ognisty ogier...

Tu, jak sami Państwo widzą, biorę aktywny udział w walce wyborczej przed drugą turą. Na kogo głosowałem? to chyba oczywiste że na Bronka, jestem w końcu nowoczesnym Europejczykiem. Żart, to oczywiście niesmaczny żart. Przepraszam.

Proszę wyobrazić sobie moje zdziwienie, gdy zauważyłem w centralnej Polsce szanowną małżonkę Pana prezydenta hrabiego Bronka "netto" Komorowskiego ubraną na domowo, bez zbędnych wizażystów, kosmetyczek, i sztabu ludzi od kreacji wizerunku. Jeśli się pomyliłem to bardzo przepraszam, mam astygmatyzm.

Spotkanie z czytelnikami, warsztaty "jak pokochać siebie?" Warsztaty bardzo udane, zakończone sukcesem. Chyba mam charyzmę do przemówień publicznych bo wszyscy pod koniec beczeli...

Płochliwa czytelniczka...

Najmłodszy czytelnik. Nie krytykuje, nie wsadza szpili w komciach, tylko miauczy, drapie i chce whiskasa. Za zdjęcie dziękuję Pani Oli, i za ciasto też - a przecież jestem na diecie "Chrześcijańskiej" która odchudza wiarą, wiarą że schudnę. Na razie nie chudnę, ale przecież nie od razu Kraków zbudowano.

|
Gdyby to miała być piękna kobieta to ...
Nieźle się pastwicie nad tym Sławkiem...
Tak, wystąpienią Niesiołowskiego czy ...
Ta babka Krzywonos mówiła w wywiadzie...
Kaczor dzieli ludzi, ale np Palikot j...
SZUKAM MĘZATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
SZUKAM MĘŻATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
Mistrzu , dobrze piszesz.
Ja się podpisuję, Mistrz.
czemu sie nikt pod tym tekstem nie po...
Np. stąd: link:http://www.youtube.co...
DaNkE sHe LoL hIhIhI PoZdRóWeCzKa
Proszę
To znaczy się komplementujesz mnie cz...
A strzeliłęm se dziś arta jednego Edy...
Ja się nad tym zastanawiam cały czas,...
Ano mam, jestem aktualnie w ciagu sło...
Oczywiście ze posiłkuję się informacj...
Skąd pewność że pani Krzywonos kłamie...
posiłkujesz się tym co już zostało wy...
fajny tekst pozdro
Dziękuję Marek,notka wspaniała i wiel...
Artykułu nie da się ocenić, bo jest p...
W dalszym ciągu masz nadwagę
Życie to cel sam w sobie. Nie ma osta...
Brutal a co sądzisz o Bronisławie Ger...
Maruś kiedy nowy artykuł
Niestety, wyglądu nie bedziesz mieć z...
Bazylu? znowu ? jezu czlowieku Daniel...
wole podziw z powodu wygladu niz boga...
Sory ziom ale Mikkego to ja widzialem...
Ale jest różnica pomiędzy Mikke a 34....
Ja tez nie jestem za przystojny, w su...
No nie Olek, przede wszystkim Mikke j...
To przejedź się jakąś ulica autem za ...
A ile razy Bazylu mamy Ci wszyscy pis...
Myślę że chodzi o wyjście poza emocje...
Tak bardzo "inteligenty" i wł...
Niestety, i nie kumam tego. 34 to bar...