|
Wreszcie się wziąłem za uporządkowanie mojej spuścizny literackiej, za ogarnięcie tego wszystkiego co napisałem przez ostatnich parę lat. Chcę wydać książkę z moimi najlepszymi artykułami, w zarysie tworzę juz drugą, moim zdaniem to będzie strzał w dziesiątkę. Tytuł będzie bardzo prosty, „Pozytywne myślenie”. Ale zanim do tego dojdzie, obiecałem sobie że muszę najpierw coś osobliwego dokonać, coś dla mnie, coś co sprawi że będę pisał z przekonania. A co to jest? Tego nie mogę napisać. To tylko sprawa między mną a Bogiem. Tylko wtedy to co napiszę zyska żar wiary i silnego przekonania które udzieli się czytelnikom, zaleje ich jak fala entuzjazmu co jest moim wielkim, największym życiowym marzeniem i wyzwaniem. Nikt z nawiedzonych którzy piszą o takich sprawach (ten rynek jest bardzo perspektywiczny, bardzo dochodowy i przyszłościowy, często zagranicą autorzy zarabiają na książkach miliony dolarów, wiedzy specjalnie większej od mojej nie mają, więc czemu i ja nie mogę tego powtórzyć?) nigdy nie pisali w tak jasny, rzeczowy i realny sposób, bez śmiesznego odwoływania się do duchów i kolejnej teorii która ma zbawić świat. Ja nie chcę zbawiać i naprawiać świata, za dużo mam pracy ze sobą żeby się zajmować rzeczami na które nie mam żadnego wpływu.
Śmiem twierdzić że nikt ze znanych mi świetnych pisarzy nie zagłębiał się tak dokładnie i szczegółowo w pewne zagadnienia jak robię to ja. Oni są świetni, ale ja też jestem bardzo dobry, rzucam nowe światło, ukazuję pewne sprawy z zupełnie innego punktu widzenia. I o to chodzi właśnie chodzi, w tym jest sens, w rozszerzaniu świadomości, percepcji. Życiowe przykłady, nie unikanie trudnych, brzydkich, i często makabrycznych przykładów, opisywanie błędów swojego życia by przybliżyć czytelnikom że to co piszę to nie teoria, a czysta praktyka, dobry dowcip (mam nadzieję że dobry, mnie na pewno śmieszy :) ) przesłanie dla mężczyzn którzy wchodząc w duchowość nie czują że nauczyciel rozumie ich rozterki, i nakazuje wybaczanie i miłość. A jak kochać gdy męska duma została rozbita w proch? Jak kochać gdy dostało się manto, jak kochać gdy kobieta zdradziła i odeszła? Żaden z guru nie daje szczegółowych recept, za to daję je ja. Skuteczne, sprawdzone, pewne jak śmierć i podatki. Wszystkie recepty powstały w czyjejś głowie, a w głowie tej znalazły się też od kogoś. Recepty znane są od wieków, jednak każdy czas wymaga podania recepty na innej tacy. Jestem jednym z autorem swoich czasów, i przyjdą po mnie znacznie lepsi, którzy będą ze swojego punktu widzenia widzieli więcej, głębiej, szerzej. I będą lepiej trafiać do ludzi, co jest samo w sobie wspaniałe. To jest własnie rozwój.
Piszę już kilka lat, można powiedzieć że z sukcesami. Oczywiście sukces to rzecz względna, trzeba mieć punkt odniesienia dzięki któremu widzimy swoją ścieżkę. Z punktu widzenia rynku książkowego nie osiągnąłem na razie nic, patrząc z punktu widzenia realnego, czyli tego że zaczynałem od kompletnego zera, osiągnąłem sporo. Sam krytycznie obserwuję to co tworzę, i widze wyraźną zmianę. Znacznie się wyciszyłem, dojrzałem, piszę jakby bardziej poważnie, tak by jednym szowinistycznym czy wulgarnym zdaniem nie zepsuć całej poważnej otoczki towarzyszącej ważnemu tematowi. Mam specyficzny styl, coraz lepszy, coraz celniejszy. Cechy osobowości Marka stają się coraz mocniejsze, bardziej pewne siebie, co skutkuje zaakcentowaniem pewnych spraw, a pominięciem jego zdaniem tych znacznie mniej istotnych. Sporo się już nauczyłem, ale jeszcze wiele, wiele nauki przede mną.
Propozycję książki miałem już około półtora roku temu od dwóch wydawnictw. Nie skorzystałem z tych ofert ze wzgledu na dystrybucję ksiażki w jednym z wydawnictw, i niekorzystną dla mnie umowę w drugim. Była krótka rozmowa z Panią z trzeciego wydawnictwa, ale jak usłyszałem że muszę już szybko podpisywać umowę bo drugi raz nie będzie mi tego oferować, to powiedziałem brzydko co myślę o takim cwaniactwie i się rozłączyłem. Bajerować to my, ale nie nas. Nabrać na taki pośpiech może się ktoś kto nie wierzy w swój talent, i chce się śpieszyć. Ja wierzę że coś umiem, więc rozśmieszyło mnie takie prostactwo i cwaniactwo. Gdy byłem kiedyś w Anglii, kupowałem od cyganów nielegalnie insurance, w chwili kiedy wziąłem kartę i dałem pieniądze, cygan zaczął krzyczeć że policja, i żeby "spierdalać". Oczywiście przestraszony zrobiłem to, by później przekonać się że karta jest pęknięta. Ot, zwykły numer cwaniaka z ulicy. Wróciłem z reklamacją, jednak połyskujący chłodem wiecznego zapominenia nóż i chłopaki o chwackim spojrzeniu przekonali mnie że to nie najlepszy pomysł.
W pewnej chwili musiałem być wobec siebie szczery. Nie jestem głupim facetem, mam swoje talenty, a ukazać je mogę jedynie pisząc, co umiem robić. To jest moja droga w życiu, jedyna na której mogę się spełnić, wyrazić to co tkwi we mnie jak zatruta strzała. Każda inna ścieżka odpada. Do pracy fizycznej się nie nadaję, kręgosłup. Przewracanie faktur i dokumentów w biurze sprawia że szaleję i chcę wyć. Co to za życie, pracować w biurze za 1200 netto? Nie chcę tak. Samo życie wskazało mi że jedyna dziedzina to pisanie. Jest to wiedza na ten moment, być może za parę lat okaże się że moim przeznaczeniem będzie co innego? Może zostanę szambonurkiem? Jednak moja intuicja, doświadczenia, i porada osoby która jest „w temacie” mówią mi że mam duże szanse nie tylko na rodzimym rynku, ale także zagranicą. I tam powinienem upatrywać spełnienia swojego celu wydawniczego, z tego też powodu umowę na 5 lat z wydawnictwem musiałem odrzucić. Innej nie chcieli podpisać ze mną. W sumie wiele nie straciłem, i teraz to widzę wyraźnie. Stać mnie na poczekanie na moje 5 minut.
Z wydaniem książki nie mam się co śpieszyć. Ta akurat dziedzina jest jak winiarstwo – im starsze wino tym lepsze. Nie wydam teraz, to przecież ten materiał nie zginie, mogę wydać go później, poprawiony przeze mnie mądrzejszego o doświadczenie płynące z wiekiem i praktyką. Jeśli ktoś jak ja startuje od zera, nie ma pracy, jest uziemiony przez chorowanie latami, nie ma znajomości, to jest skazany na cięzką, codzienną pracę. Z czasem, jeśli szczęście czy Bóg pozwolą, może wyłonić się z tego sukces zbudowany na solidnych podstawach, dający wielki triumf i poczucie wygranej. Takiego uczucia zwycięstwa nie daje na pewno sukces osiągnięty dzięki oszustwu i znajomościom.
Znaczące też jest to co widziałem, co widzieliśmy wszyscy, gdy ktoś uwierzy że jest dobrym pisarzem, i jaką klęskę można ponieść przez zbytnie przecenianie siebie i pośpiech by zaistnieć. Znany moim starszym czytelnikom Sławek, bloger, tyle razy powtarzał że naczelny Playboya prosił go o pisanie w tymże Playboyu, że uwierzył w to. Oczywiście odmówił, jakżeby inaczej. Postanowił wydać książkę i zaszokować polski i światowy rynek wydawniczy, rzucić na kolana krytyków, i zdziwionych jego mądrością czytelników. Ponieważ żadne wydawnictwo nie kwapiło się do wydania jego zapisków (czytaj – analiza rynku stwierdziła że się nie sprzeda bo nikt tego nie kupi, ze względu na wątpliwą jakość) założył działalność, i wydał książkę za swoje pieniądze. Jako spec od marketingu ogłosił że dochód z książki pójdzie na pomoc biednej rodzinie (mimo próśb wielu ludzi nigdy nie ujawnił tych wpłat, ot, marketing „po polskiemu” a'la Palikot któremu emeryci i studenci wpłacali kilkadziąt tysięcy na kampanię wyborczą)
Zainwestował pieniądze, wystawił książkę na sprzedać na swoim blogu, i... i cisza. Podła, podstępna, hucząca w uszach jak ocean potępienia cisza. Książka została kupiona w ilości trzech egzemplarzy. Kompletna porażka. Frustracja sięgnęła zenitu, objawiając się w artykule gdzie Sławek napisał że czytelnicy to pasożyci którzy czekają na nowe artykuły i nic od siebie nie dają, tylko pisz i pisz. Trochę później uruchomiłem akcję zbierania pieniędzy na serwer, kiedy to przeniosłem się z onetu (ciągłe awarie, niekompetentna pomoc techniczna a właściwie jej brak, trzy razy z rzędu kilkaset artykułów mi znikało) gdzie czytelnicy zaskoczyli mnie wpłacając mi chętnie pieniądze. Wtedy posypały się wściekłe oskarżenia że jestem żebrakiem, i wyłudzam pieniądze, że jestem kryminalistą, a tłumaczenie i dawanie przykładu na przykład Pana Michalkiewicza którzy tak samo robili nic nie dawało. Zrozumiałe – Sławek zainwestował pieniądze, oczekiwał sławy, a ludzie nawet nie chcieli kupić jego książki. Ja zbieram na nowy serwer który kosztuje 300pln, i dostaję kilka tysięcy z wyrazami sympatii. Piękne, upajające poczucie że to co pisze ma sens, poczucie że tworzy się naprawdę coś fajnego. To była jedna z najbardziej satysfakcjonujących chwil mojego życia Co z komentarzy, co z wejść? Liczy się odbiór ludzi a zapłacenie pieniędzy to najwyższa forma uznania, za którą byłem, jestem i będę zawsze dozgonnie wdzięczny. Można się wściec z punktu widzenia Sławka? Można. Ja tego błędu "książkowego" uniknąłem, dzięki trzeźwemu spojrzeniu na rzeczywistość. Dzieki cierpliwości, i szacowaniu własnych możliwości, uznaniu ich za niewystarczające. Mogąc wydać książkę oszacowałem że mi się to nie opłaca. Mimo tego że miałbym juz znane nazwisko, trochę bym zarobił, i miałbym furtkę do wydawania następnych książek. Miałbym też zgrabną ripostę na tych którzy twierdzą że jestem nieudacznikiem, takie wpisy, łącznie z wyśmiewaniem się z mojej choroby to norma do której niestety się przyzwyczaiłem, a nawet polubiłem - skoro ktoś zadaje sobie trud by obrazić mnie, a raczej nie mnie tylko swoje wyobrażenie mojej osoby, to znaczy że jednak coś go zaintrygowało w tym co piszę. Jednak mimo wszystko, przeważyło poczucie realizmu, poczucie które przyniesie mi sukces w materii o której piszę, a której brakuje wszelkiej maści guru i cudakom.
Prawie każdy popularny bloger pisze najpierw dla jaj, czy żeby się wyżyć w sieci. Potem nadchodzi popularność, i z czasem rośnie samozadowolenie, i chęć na coś więcej. Ten proces przechodzi każdy kto pisze, przeszedł go Sławek jako bloger na pewno popularny, i ja jako bloger który był popularniejszy od Sławka mimo że znacznie później zacząłem. Gdy ja zacząłem pisać dla zabicia nudy, Sławek istniał w sieci już trzy lata, będąc uznanym w rankingu. Po pół roku byłem już znacznie wyżej niż Sławek, i wtedy zaczęły się te nieszczęsne próby zmuszenia mnie żebym zamknął bloga. To co jest ważne to zrozumienie co się pisze, co to tak naprawdę daje ludziom. To co pisał Sławek nie było wcale złe, do poczytania przy kawie rano doskonałe. A to Sławek pisał że z pięknymi kobietami był w kawiarni, a to że upokorzył jakichś mięśniaków przy pięknych kobietach, a to o swoich studentach co działa na Panie. Ale to kolejna rozrywka, jak pomięta gazeta czytana podczas porannej defekacji czy reklamy które mijamy w czasie jazdy samochodem. Z tego nie ma zysków dla ludzi, nie ma więc pieniędzy. I tego Sławek nie mógł, czy nie chciał zrozumieć. Myślał że komentarze oznaczają że ktoś kupi książkę, i się przejechał na nieznajomości ludzkich potrzeb. Z braku zrozumienia wynika cierpienie, poważne cierpienie. To nie tylko niezrealizowanie planów, urażona ambicja, ale też wsadzone konkretne pieniądze które stracił. Co najmniej kilka tysięcy, życzliwi donoszą że grubo ponad kilkanaście tysięcy. Życie składa się z błędów, i zwycięstwem jest branie z nich lekcji. Sławek nie zaakceptował tej lekcji. Zamiast ją zrozumieć i nabrać pokory, zrozumieć gdzie jest jego własne miejsce w szeregu, Sławek zaczął atakowac ludzi. Ze wstydu, wściekłości, ze złamanych marzeń, z bezradności. I wreszcie przyszła ta chwila, gdy Sławek ogłosił że będzie pisał w gazecie Bluszcz. Było to poczucie że wraca na szczyty sukcesu, liczy się. Można było faktem napisania felietonu w mało znanej gazecie zamknąć usta tym, którzy śmieli się z „sukcesu” wydawniczego, z tego całego nadymania rybiego pęcherza pławnego w tłustawym podgardlu Sławka.
Gdy felietonu jak nie było tak nie było, Sławek nie mogąc dłużej zwodzić ludzi ogłosił że go nie będzie – zmienili politykę drukowania w Bluszczu i nie będą cytowali blogerów. (propozycję pisania w Playboyu odrzucił, pisaniem w Bluszczu, mało znanym piśmie – chwalił się, dziwne, prawda?) Z punktu widzenia mojego i innych ludzi, znających nieco te realia, wygląda to tak że prawdopodobnie jakiś znudzony sekretarz redakcji zrobił sobie jaja ze Sławka dla zgrywy. Wystarczy poczytać chwilę co pisze i jak pisze, a to że ma żonę i dzieci i ktoś kto ich nie ma jest nikim, a to że jest szczęśliwy, więc z tego szczęścia wkleja tysiace komentarzy tygodniowo na różne blogi wbrew woli autorów, czy też śledzi każdy ruch w sieci blogerów i ich wyzywa. W internecie to powoduje śmiech, jednak w świecie realnym ktoś sobie postanowił że zadrwi z naiwnego Sławka. Kiedyś miałem pisać we Wróżce. Ponieważ, jak ze smutkiem przyznaję, byłem młody i nieopierzony, zareagowałem zbyt impulsywnie na zaczepki sekretarza redakcji z którym pisałem i któremu dawałem swoje artykuły. Kiedyś je umieścilem na blogu, ale zdjąłem gdy miałem mieć sprawę sądową którą mnie straszono za ujawnienie i ośmieszenie faceta. Rozmowa była tego typu że obrażaliśmy się, więc zaproponowałem ustawkę Panu, który powiedział że lepiej nie bo waży (120? 140kg?) i mógłby mnie zgnieść, na co mu odpisałem że wezmę ze sobą respirator, bo na pewno będzie potrzebny jak dostanie parę razy w pysk. I tak to w tej miłej pogawędce w której Pan sekretarz stracił nad sobą kompletnie panowanie, rozwaliłem swoje szanse na zarobek i pisanie. Nie tylko te – w CKM miałem pisać, kilka moich tekstów było naprawdę niezłych, krążą cały czas po sieci, ale przyznam szczerze – nie umiem pisać na życzenie śmiesznych rzeczy, ani politycznych. Umiem pisać na tematy związane z tematyką strony, czyli duchowość, psychologia w strawny dla ludzi sposób. Czasem mam humor, napiszę coś śmiesznego, czasem jak mam zły – coś smutnego, czasem gdy dowiaduję się o kolejnej aferze czy kłamstwa PO, to przywalę tym złodziejom. Ale nigdy to nie działa na życzenie. Teraz widzę ze jest to dla mnie dobre bo na tym co pisze z serca można porządnie zarobić. Pisanie na zlecenie artykułów jest tanie, i nie daje satysfakcji.
Nie marnuję sił na pisanie tekstów których nie czuję. Lubię robić coś co ma sens, w czym się spełniam, i jest to pisanie o człowieku, jego możliwościach. Tym mogę pomóc innym z czystej życzliwości, i mogę zarobić. Samo życie kopniakami naprowadza mnie na właściwy tor, i nie pozwala bym się rozproszył na nic nie znaczące w dalszej perspektywie cele. Czas w tym akurat wypadku jest moim sprzymierzeńcem, nie śpieszy mi się.
Często piszę o pieniądzach co może wydać się dziwne. Jak to, pisze o duchowości, Bogu, i jak on może pisać o pieniadzach? Ale to jest samo życie, i trzeba na nie zarabiać, rozwijać się, poznawać świat. Moim celem jest zarabianie na swojej pasji tak, bym mógł się bawić w życiu, i pracować z rozkoszą. Chcę tego, i osiągnę to. Za rok, za 5 lat, za dziesięć, za dwadzieścia. Ale czuję że jestem na fali wznoszącej. Tak, wiem, każda fala kiedyś opada...ale gdy będę na szczycie, zerwę gwiazdkę z nieba, oświetli mi drogę gdy spadnę w dół..
Długo zastanawiałem się czy to napisać. Ale do diabła, czemu nie? Mam rozwalone kolano, to wiecie. Jeżdzę rowerem, z trudem. Pracy nie mam. Muszę mieć samochód który będzie stał, i będę go miał w razie potrzeby żeby się przejechać na zakupy, czy do lekarza. Seicento 900 (opcjonalnie uno 900) to jest moim zdaniem dobry wybór, tanie części, mało pali, niskie ubezpieczenie. Mam zablokowane 3.5 tysiąca do wyjęcia w każdej chwili, jest to pożyczka z której spłatą nie muszę się śpieszyć. Brakuje mi 1500 – 2000pln: seicento 1999, 2000 rok to koszt ok 4000 po negocjacji, 500pln rejestracja i ubezpieczenie, zatankowanie do pełna, i koniecznie kupno GPS (gubię się wszędzie) daje 4500 – 5000pln. Jeśli ktoś chce zainwestować bardzo ryzykownie, albo mi po prostu pomóc (pieniądze zwrócę gdy zacznę zarabiać na pisaniu – albo i nie zwrócę jeśli mi się nie uda) to proszę o wpłacanie na numer konta:
Mbank 97 1140 2004 0000 3902 4436 3874
Nie trzeba podawać żadnych moich danych, w tytule można wpisać przelew.
|
Gdyby to miała być piękna kobieta to ...
Nieźle się pastwicie nad tym Sławkiem...
Tak, wystąpienią Niesiołowskiego czy ...
Ta babka Krzywonos mówiła w wywiadzie...
Kaczor dzieli ludzi, ale np Palikot j...
SZUKAM MĘZATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
SZUKAM MĘŻATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
Mistrzu , dobrze piszesz.
Ja się podpisuję, Mistrz.
czemu sie nikt pod tym tekstem nie po...
Np. stąd: link:http://www.youtube.co...
DaNkE sHe LoL hIhIhI PoZdRóWeCzKa
Proszę
To znaczy się komplementujesz mnie cz...
A strzeliłęm se dziś arta jednego Edy...
Ja się nad tym zastanawiam cały czas,...
Ano mam, jestem aktualnie w ciagu sło...
Oczywiście ze posiłkuję się informacj...
Skąd pewność że pani Krzywonos kłamie...
posiłkujesz się tym co już zostało wy...
fajny tekst pozdro
Dziękuję Marek,notka wspaniała i wiel...
Artykułu nie da się ocenić, bo jest p...
W dalszym ciągu masz nadwagę
Życie to cel sam w sobie. Nie ma osta...
Brutal a co sądzisz o Bronisławie Ger...
Maruś kiedy nowy artykuł
Niestety, wyglądu nie bedziesz mieć z...
Bazylu? znowu ? jezu czlowieku Daniel...
wole podziw z powodu wygladu niz boga...
Sory ziom ale Mikkego to ja widzialem...
Ale jest różnica pomiędzy Mikke a 34....
Ja tez nie jestem za przystojny, w su...
No nie Olek, przede wszystkim Mikke j...
To przejedź się jakąś ulica autem za ...
A ile razy Bazylu mamy Ci wszyscy pis...
Myślę że chodzi o wyjście poza emocje...
Tak bardzo "inteligenty" i wł...
Niestety, i nie kumam tego. 34 to bar...