|

Przedwczoraj wieczorem, w ramach walki z otyłością brzuszną i nie tylko (chociaz dziewczyny lubią fajnych chłopaków z brzuszkami, od razu widać ze to facet jest a nie jakas podróbka :) ) udałem się na spacer, trwający ok. 25 minut. Ponieważ miałem mieć następnego dnia sporo spraw do załatwienia, odśnieżyłem i oskrobałem zamarznięty samochód co zajęło mi też plus minus 20 minut.
Gdy wróciłem do domu, poczułem ucisk tam gdzie mam serduszko (chociaż znajdzie się kilka Pań twierdzących że mam tam wszystko ale nie serduszko :) ) i był to ucisk bólowy który jak zauważyłem, miewałem ostatnio dość często w trakcie wysiłku. Mam swój dzienny plan treningowy, czyli 306 pompek (robię po 51 w serii) worek bokserski i inne ciekawostki, zostało mi jeszcze do zrobienia 102 pompki żeby być wolnym tego dnia. Miałem jeszcze pranie zrobić, jednak nagle zaczęło mnie mocno boleć, ucisk się powiększył, ból zaczał mocno promieniować w lewą rękę. No dobra, myślę sobie że może jakiś nerwoból i idę do łazienki żeby poprać – zacząło mocno boleć, odpoczałem i ból się zmniejszył, ale jednak zrobiłem to. Ból po praniu zaczął być bardzo bolesny, powiększający się od wysiłku. Tu juz sie trochę przestraszyłem, kładę się. Wstałem jednak i zrobiłem test, przylałem pare razy w worek i mało nie upadłem – taki ból przeszył zdradziecko moją pierś. Był jak blyskawica, jak piorun rozdzierający dziewiczy nieboskłon. Leżę i coraz bardziej boli. Co jest do diabła!? Nie duszę się, czuję się ogólnie bardzo ok, stan psychiczny jak zwykle rewelacja, chce się żyć. Jestem dotleniony, krótki test, wyobrażam sobie nagą kobietę – układ działa, i to jak działa.
Leżę – każdy ruch powoduje silny ból promieniujący do ręki, trochę w doł, i uderzający lekko w poczucie mdłości. Próbuję wstać z łóżka – nie mogę. Ale jaja, objawy zawału. Ale nie ma duszności, lęku, pocenia się, arytmii i kilku innych. W końcu leżę bez ruchu cały czas, ból na stałym, silnym poziomie, nie rośnie. Zebrałem się w sobie i jednym zrywem wyskoczyłem z łóżka, i aż krzyknąłem gdy kłujący ból przebiegł przez moją pompkę tłocząco – ssącą, podszedłem na spokojnie do drzwi, otworzyłem zamek żeby w razie jak nie będę mógł wstać i zadzwonię na pogotowie żeby weszli do mnie bez scen z wyważaniem drzwi, wziąłem z biurka długopis i blok, i do łóżka bo już mnie wykrzywiało z bólu. Poleżałem aż ból minie i wróci do normalnego stanu.
Zacząłem spisywać moją ostatnią wolę. Nie, nie dramatyzuję. Ból taki że nie można się ruszać, promieniujący w klatce piersiowej, refluksu nie mam, może być nerwoból albo zapalenie któregoś z nerwów w żebrach i szereg innych rzeczy – ale kłucie narastające przy ogólnym wysiłku? U mnie w rodzinie ze strony taty nie było ani jednego przypadku zawału, genetyczne obciążenia to tendencja do cukrzycy, i bilirubinoza, oraz ibs który miały dwie moje babcie i mama, ale krążenie zawsze było super ze strony ojca, ze strony mamy babcia świętej pamięci miała niestety zawał i udar, ale ona jadła głównie tłuste rzeczy i miała prawie 70 lat. Może odziedziczyłem coś gdzieś? Może któraś z babć czy prababć uległa przy swoim aktywnym współudziale listonoszowi z chorobami serca? Wszystkie dzieci sa nasze, jak mawia mądre przysłowie. Zawsze czułem że mam w sobie geny Napoleona.. :)
Spisałem kilka prostych zaleceń dla rodziców, listę najbliższych przyjaciół do których mają zadzwonić i powiadomić o mojej śmierci, zadbałem by to co pisałem nie poszło na marne, a zostało wydane. Cóż więcej zrobić? Dzwonić do znajomych nie będę, po co mi te piski i szlochy w słuchawkę. Odłożyłem blok na stolik obok łóżka, i zacząłem ćwiczyć wejście w stan bardo, to najważniejsza sprawa, umrzeć świadomym, przejść w bardo w stanie swiadomości, jako jaźń a nie ego które umrze wraz z ciałem. Byłem niezwykle podekscytowany, podniecony, byłem gotowy na kolejną podróż, na otwarcie się wrót do ostatecznej tajemnicy. Ale leżę, i zamiast spokojnie umierać prześladuje mnie natarczywa myśl, ze gdy dostanę ataku to popuszczę w spodnie. Jedna opcja to ta że stracę przytomność i nie dam rady zadzwonić po pogotowie, i znajdzie mnie mama rano już zimnego, obsrane ciało które zacznie się już rozkładać, z szacunku dla matki nie chciałem tego. Druga opcja to ta że przyjadą ciężko pracujący ludzie z karetki, i będą mi musieli tyłek myć, i tak mają bardzo ciężką pracę, nie chcę im dokuczyć w ten sposób. Jakoś doczłapałem do toalety, i zrobiłem co trzeba. Ładnie się ubrałem, i padłem na fotel, włączyłem komputer i usunąłem wszystkie linki do różnych stron porno, i historię strony z ciasteczkami, nie daj Boże by rodzice porządkując mój komputer po mim zgonie widzieli rzeczy jakie lubiłem oglądać.. rozmawiałem też na gg z Olkiem, Imperatorem, Arturem, Beatą i Anią, spytałem jakie chcą ode mnie prezenty póki jeszcze pompka działa. Nic nie chcieli :)
Nie chodzi wcale o to że chcę by moje ciało było ładne, ciało nie jest mną, moja prawdziwa Istota to ani ciało, ani umysł, ani ego – to coś zupełnie innego, coś co uda się w dalszą wędrówkę gdy ciało umrze i się rozłoży. Chcę by Ci co mnie znajdą nie widzieli zwłok w porwanym, spoconym od ćwiczeń podkoszulku. Niech znajdą ładnie ubranego trupa, ktory nie zesra się w gacie w trakcie zawału. Jak dopadnie mnie zawał to i tak będę wykrzywiony z bólu i wykręcony od niego, więc przytojniaczkiem nie będę. Jak żyć, to godnie, nie skurwić się, jak umierać to z jakąś klasą. Gdy dostałem się do łóżka (przeszywający ból, aż krzyknąłem - mimowolnie) medytowałem i... zasnąłem. Obudziłem się nadal z bólem serca, ale już mogłem się bez syczenia z bólu przejść do toalety. Pojechałem do lekarza, dobrze trafiłem i po paru godzinach mi zrobili ekg (w normie) ciśnienie 130, osłuchiwanie dokładne nic nie wykazało. Dostałem ibuprom, ale nic nie pomógł. Co ciekawe, w dniu w którym to się zaczeło zapisałem sen (zapisuję od wielu lat codziennie wszystkie swoje sny, i emocje w ciągu dnia przeżyte) w którym moja bardzo kochana ciocia już nieżyjąca niestety, rozmawiała ze mną o spotkaniu. Jedyne co mnie boli to to, że jak już mam umrzeć niech wyjmą ze mnie flaki i je dadzą potrzebującym, po co ma iść do piachu i się marnować. Zgodę na wyjęcie wszystkiego co się da napisałem, ładnie podpisałem, położyłem elegancko na biurku.
Podobnie miałem pótora roku temu,m gdy miaem sen o niechybnej smierci, i tylko cud uratował mnie od totalnego rozbicia się w samochodzie. Do dziś mi włosy dęba stają jak widze tą scenę gdy wyjeżdzam z pobocza, i o parę cm mija mnie rozpędzona ciężarówka (albo duży dostawczak) z naprzeciwka która akurat kogoś wyprzedzała. Nawet flaki by po mnie nie zostały po takim zderzeniu. Jeżdzę zawsze bardzo ostrożnie, tej ciężarówki nie widziałem, noga „sama” wcisnęła hamulec a dopiero potem zobaczyłem mrożącą krew w żyłach scenę. Czy była to reakcja podświadoma, czy lekcja dla mnie? Nie wiem. Raczej lekcja. Im więcej medytuję tym mniej rzeczy wiem i juz nic w sumie nie rozumiem. Te wszystkie rzeczy które wiedziałem nie były moje, to byly czyjeś teorie, wierzenia, poglądy. Niebo i piekło, reinkarnacja, dusze, to są tylko czyjeś doświadczenia, nie moje. A gdzie w tym ja? Czy to ważne że nie rozumiem tego wszystkiego? Ważne że życie mnie zachwyca, nurtuje, cieszy. Smutni są Ci którzy wszystko wiedzą, bo tak naprawdę nic nie wiedzą a ulegają jedynie sztuczkom umysłu. Patrzę na liść, i jak to możliwe ze on istnieje? Jak powstał, jakim cudem? Wszystko jest tajemnicą.
Na razie leżę, chociaż wczoraj nie wytrzymałem i wyszedłem z domu, zrobiłem też 50 pompek, był ból wysiłkowy, a teraz od rana znowu gniecie mnie i podchodzi ból pod gardło. Muszę czekać, telefon mam pod ręką, w razie czego dzwonię na pogotowie. Wykluczenie zawału to próba wysiłkowa, echo serca, kontrast, analiza krwi, ale kto mi zrobi takie badania? Myślę że to jakiś nerwoból. Ale nie wiem, po prostu nie wiem. Takie rzeczy zdarzają się czasami gdy pracuje się nad swoimi wzorcami, ale czy to ważne tak naprawdę? Jesli umrę to w porządku, jeśli będę żył to jeszcze sporo jest do napisania, wiele do zrobienia i wiele dziewczyn też jest wiele... :)
Gdybym jednak kojfnął, albo znalazł się w szpitalu, dostaniecie informację od kolegi który ma tu dostęp. Nie sądzę by miało to miejsce, ale na pewno będziecie wiedzieli. Umrę z jajami, by to co pisałem nie poszło na marne. Moja ewentualna śmierć dopisze ostatniego komcia w mojej życiowej wędrówce. I tyle.
Na zdjęciu moje aktualne ciałko. Wpisywać się co kto z niego chce. Komu, komu, bo ide do DOMU :)
|
W Polsce nie ma autostrad?A4,A2,A1
spekulacje zero dowodow kazdy moze ...
to wszystko Brutalu aka Idioto?
Dobrze, że ty masz zajebiste argument...
akurat to ze slupki PO ida w gore to ...
PiS jest tylko mkedialnie sklucony z ...
wiec postepujesz wbrew temu co sam na...
tak jak myslalem zero argumentow Brut...
Gdyby to miała być piękna kobieta to ...
Nieźle się pastwicie nad tym Sławkiem...
Tak, wystąpienią Niesiołowskiego czy ...
Ta babka Krzywonos mówiła w wywiadzie...
Kaczor dzieli ludzi, ale np Palikot j...
SZUKAM MĘZATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
SZUKAM MĘŻATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
Mistrzu , dobrze piszesz.
Ja się podpisuję, Mistrz.
czemu sie nikt pod tym tekstem nie po...
Np. stąd: link:http://www.youtube.co...
DaNkE sHe LoL hIhIhI PoZdRóWeCzKa
Proszę
To znaczy się komplementujesz mnie cz...
A strzeliłęm se dziś arta jednego Edy...
Ja się nad tym zastanawiam cały czas,...
Ano mam, jestem aktualnie w ciagu sło...
Oczywiście ze posiłkuję się informacj...
Skąd pewność że pani Krzywonos kłamie...
posiłkujesz się tym co już zostało wy...
fajny tekst pozdro
Dziękuję Marek,notka wspaniała i wiel...
Artykułu nie da się ocenić, bo jest p...
W dalszym ciągu masz nadwagę
Życie to cel sam w sobie. Nie ma osta...
Brutal a co sądzisz o Bronisławie Ger...
Maruś kiedy nowy artykuł
Niestety, wyglądu nie bedziesz mieć z...
Bazylu? znowu ? jezu czlowieku Daniel...
wole podziw z powodu wygladu niz boga...
Sory ziom ale Mikkego to ja widzialem...