|

Nauka o ego istniejąca od tysięcy lat na wschodzie, nie kończy się na teoretyzowaniu. Można z niej wyciągnąć ważną mądrość w stosunkach międzyludzkich, mądrość której nie dadzą lata studiów ani obserwacji ludzi która prawie zawsze jest mylna, gdyż opiera się jedynie o nasze doświadczenia na których tworzymy teorię o kimś.
Ego jest systemem który powstał by zadbać o nosiciela, umożliwić mu istnienie w świecie. Jak nazwa wskazuje, ego jest egoistyczne, to esencja egoizmu. Ale bez tej cechy ludzie by nie przetrwali, ani się nie rozwijali. Z egoizmu wypływa wszelkie zło, ale gdyby nie one nie poznalibyśmy możliwości wyboru, bez czego nie moglibyśmy się rozwijać i doznać jedności. Gdy dziecko rośnie jego ego jest całym światem, dla dziecka istnieje tylko JA, potem to się zmienia ale tylko pozornie, egoizm jaskrawy nie jest mile widziany więc się go ukrywa pod różnymi maskami, najczęściej dobroczynności. Ego jest inteligentne, rozwija się, powstaje bardzo złożony system, który napędza hipokryzja. Czemu?
Każdy człowiek posiadający ego jest wyrachowany. Niezależnie od tego czy jest mordercą czy świętym. Nie chodzi wcale o to co robią gdy jeden uzdrawia ludzi a drugi zadaje im rany psychiczne i fizyczne. Chodzi o wewnętrzną motywację do działania. Przyjęło się uważać że morderca zabija dla pieniędzy, za które potem kupuje sobie drogie przedmioty i podziw ludzi którego mu brakowało, a święty uzdrawia z miłości. Nic bardziej mylnego, prawdziwa motywacja leżąca u podstaw działania jest identyczna, tylko inaczej zdefiniowana.
Morderca jako człowiek przeważnie prosty duchowo, widzi tylko te życie. Jest realistą, wie że w tym świecie rządzi pieniądz, i oczywiście wszystko co widzi potwierdza to jego założenie. Może dodatkowo lubi adrenalinę, może lubi zabijać bo daje mu to poczucie siły, może w jakis sposób mordując człowieka mści się za jakieś traumatyczne zdarzenie z dzieciństwa? Killer zabija człowieka na którego przyjął zlecenie, dostaje za to pieniądze (często później zostaje zamordowany by nie było świadka) i idzie kupować sobie paciorki do sklepów. Nie myśli o karmie, niebie i piekle, przeważnie nie ma wyrzutów sumienia, czyli mamy dość prosty układ ego – zabijam, dostaję pieniądze, rozglądam się wokół żeby mnie nie zabili, czyli dżungla.Ale ego przedstawia się także w wyższy sposób. Mamy człowieka który ma intuicję i mocne przeczucie że istnieje karma (bądź jak ja, który o niej wiem, już się nie domyślam) dostapiła taka osobowość już wiele inkarnacji i wie że mord nie popłaca, bo za parę groszy trzeba to później przeżyć z drugiej strony, do czasu aż się zrozumie co się naprawdę zrobiło, reasumując – jest to tak strasznie nieopłacalne, że aż nie do ogarnięcia. Ale żeby to wiedzieć, trzeba to przeżyć na własnej skórze, konsekwencje własnej głupoty. Morderca zawsze idzie pod nóż rzeźnika, tylko tego nie widzi. Ale zobaczy, wcześniej czy później. Czy takie ego które doskonale wie że istnieje odpłata, zabije bądź ukradnie? Na pewno nie. To jak pogłaskanie tarantuli, przyjemność raczej niewysokich lotów, za to w konsekwencji skutki ukąszenia bardzo poważne i bolesne. Ego przyjmuje więc że istnieje jakaś siła, Bóg, energia, Wyższe Ja, kosmiczna siła która rozdziela życiowe kopniaki i awanse, a można do niej zbliżyć się poprzez dobro. Jest to prawdą – nie można dostąpić zbliżenia z Boskością gdy się nienawidzi, gniewa, czuje nikim, to jest możliwe tylko dla zadowolonych i wdzięcznych, czujących że są kimś, że są w porządku, emanującymi pozytywną energią gdyż ta siła jest pozytywna i tylko z pozytywną siłą może dojść do kontaktu „ciągnie swój do swego”.
A więc ego wie że droga wiedzie przez dobro. Czyni więc dobro. Jeśli jest zwykłym człowiekiem pomaga, daje dobro słowo. Ale jaka jest tego motywacja? Miłość? Nie, na pewno nie. To chęć zbliżenia się do Boga, i co ważniejsze, uniknięcia zapłaty za negatywne emocje. Albo też gdy człowiek utrzymuje że nie wierzy w Boga, poczucie że jest się dobrym, szlachetnym, a nie złym którego się boimy i brzydzimy. Czyli nadal motywacją jest strach. Czy takie dobro ma sens? Jak najbardziej ma i pomaga ludziom, ale ich nie odmienia wewnętrznie. A święty który oddaje życia za innych? Czy robi to dla nich, czy dla zyskania jednym aktem życia wiecznego, zdobycia sławy i podziwu otoczenia? W obozie koncentracyjnym byli tacy ludzie, ale przecież wielu z nich rezygnowało samodzielnie z życia, nie mogąc znieść bestialstwa i męczarni. Więc gdy człowiek podjął decyzję ze odchodzi, oddaje życie za kogoś i tak i tak by umarł, ale tu robi jeszcze dobry uczynek i usprawiedliwiony ucieka z tego strasznego miejsca (samobójstwo jest grzechem a on przecież się nie zabija a poświęca dla innego człowieka). A święci męczennicy? Ich ego wierzy że oddanie życia za wiarę znajduje u Boga wielki poklask, więc chętnie obrażali władców i byli mordowani, czy torturowani.
Warto wspomnieć że męczennicy którzy całe życie wierzyli że sex jest zły, kobiety są kusicielkami chcącymi ich zgubić (erekcja na ich widok, widoczny przejaw działania Szatana i jego diabelskiej świty) alkoholu nie pili, nie tańczyli bo przecież taniec prowadzi do złego, ciągle się modlili plackiem na zimnej posadzce, biczowali, niektórzy w atakach religijnego amoku kastrowali żeby ich nie kusiło – czy takie życie może się podobać? Wbrew naturze, odruchom, instynktom, bez szacunku do siebie i ciała, pełne lęków by nie złamać jakiegoś punktu w świętych książkach? Śmierć nie była z ich strony poświęceniem a wyzwoleniem od koszmaru który sami sobie zafundowali - umierając wpadali w ekstazę że ta gehenna się kończy, a w niebie sobie ulżą popatrując z chmur i wesoło machając nogami na skwierczące w ogniu piekielnym dusze grzeszników, a szczególną rozkoszą napelnią ich palące się i skowyczące z bólu kobiety, które swom wyglądem sprawiły im na ziemi tyle bólu, żądz, cierpienia. Ludzie którzy mieli nieszczęście tak umrzeć, odradzają się z wielkim podświadomym pragnieniem śmierci. Czy Ci ludzie teraz umierają przez obrażanie władców religijnymi opowieściami? Nie, teraz to są bandyci napadający z nożem szukajacy ukojenia w napadzie od swoich kompleksów i poczucia bycia nikim, zerem,, dresiarze kopiący na śmierć „męczennika”, i wszelkiej maści hultaje których podświadomie mocno prowokuje „męczennik”. Gdy dostać się do tego pragnienia śmierci, zidentyfikować je i zastąpić pozytywnym podejściem do życia, nikt już nie napada tego człowieka, i znam osobiście takie przypadki. Byly napady? Nie ma napadów. Ale nie ma też podświadomego pragnienia śmierci, będącego jedną z ukrytych przyczyn palenia papierosów, picia alko, ćpania, pracoholizmu.
A co w takim razie z codziennym dobrem? Ludzie sobie pomagają, sam tego wiele razy doświadczyłem. Sam też nie ukrywam że uwielbiam pomagać, przeprowadzę staruszkę przez pasy, a to pięknej dziewczynie zepsuje się samochód to popchnę, a to przepuszczam na drodze (pięknych kobiet nigdy nie przepuszczam, uwielbiam ten grymas nienawiści i wrzaski w trzęsącym się samochodzie pięknotki, ot, takie hobby) zawsze jestem chętny do pomocy. Ale czemu tak robię? To proste, dobry uczynek daje mi bardzo dobry humor, przeświadczenie że stoję pod tej dobrej stronie, na barykadach sił światłości skąd szaleńczo chichocząc siusiam na szamoczące się w piekielnych otchłaniach diabelskie hordy. Niestety (albo stety) wejście w swoje własne motywacje postępowania okazuje się często szokiem. Ja wiem że nie jestem dobrym człowiekiem, moją motywacją nie jest miłość a uzależnienie od przeżywania dobrych uczynków, a są to bardzo przyjemne emocje. Czyli mimo tego że mam motywację podobną do żłych ludzi którzy działają na rzecz swojego dobrego samopoczucia (pieniądze by kupować świecidełka, pobicie bezbronnego by poczuć się silnym, plugawe potraktowanie partnerki by miec poczucie że to my rządzimy kobietami) to czy woleliby Państwo być ze mną na bezludnej wyspie czy z takim wyżej opisanym osobnikiem? Są dwa rodzaje dobra. Jednostronne, które czyni przestępca, jemu jest dobrze chwilowo, ofierze już nie tak bardzo. I dwustronne, czyniącemu je jest dobrze, i odbiorcy jest dobrze. Motywacja jest egoistyczna jak najbardziej, ale wszyscy zadowoleni.
Czyli egoizm rządzi. Ale tak jest ok, tak to zostało skonstruowane. Dlatego też doktryna karmy twierdzi że dobry uczynek mający egoistyczną motywację rodzi dobrą karmę, my komuś pomożemy, ktoś kiedyś nam pomoże kilka razy mocniej. I to wydaje się miłe, ale tylko przez pewien czas. Życie złozone z rozkoszy i przyjemności jest wspaniałe, ale żadna przyjemność nie zastąpi oświecenia, (jedności ze wszystkim co istnieje) tego do czego dązy nasza dusza. Ile razy można się cieszyć z nowego zegarka czy telewizora? Karma czy zła czy dobra, wstrzymuje nas przed tym wikłając w materię. Jest tylko jeden pojazd który zawiezie nas do oświecenia, a jest nim miłość. Miłość sprawi że ego zniknie, a wtedy pojawi się pustka która jest wszystkim. Wtedy mamy wszystko, i znika motywacja strachu czy zysku, zostaje sama miłość, królewska motywacja. Zapytacie więc Państwo czemu piszę więc? Czynie dwustronne dobro o podłożu silnie egoistycznym. Sobie udowadniam że coś w życiu umiem robić dobrze, podnieca mnie fakt że tyle osób mnie czyta z szacunkiem, lubię być autorytetem dla ludzi znacznie ode mnie mądrzejszych w wielu kwestiach, gdyż w sprawach o których piszę jestem nim bez wątpienia, i bez fałszywej skromności. Z drugiej strony Państwo z tego korzystają, więc i wilk syty, i owce całe. Wilkiem oczywiście jestem Ja :)
A teraz, tradycyjnie, pod koniec artykułu będzie nauka. Bardzo ważna. Gdy patrzycie na ludzi, zawsze musicie wiedzieć że motywacją jest ich dobro, nigdy wasze. Pod płaszczem pięknych słów, urokliwych twarzy i ciał, zawsze kryje się ego. Jeśli jego interesy sa zbieżne z naszymi, zarobimy. Jeśli nie, stracimy. Nie ma miłości, to tylko hormony i wzajemne strefy wpływów, zobowiązania. Wiem że to co piszę może wydać się (i wyda takim na pewno) cyniczne, ale ego jest cyniczne. Podstawą wszelkich zachowań i działań zawsze jest ego. Jesli wnikniecie Państwo szczerze w swoje czyny i myśli, zawsze za tym będzie stał egoizm, zawsze wasz różnie pojęty interes. I tak proszę patrzeć na ludzi. Nawet gdy doświadczacie dobra, ktoś wam je czyniący ma w tym interes. Może być on różny, chęć przypodobania się, udowodnienie sobie czegoś, czy zwykła inwestycja albo pokazanie innym jaki jest dobry czy hojny. Jesli ktoś twierdzi że Cię kocha szczerze, a te pisanie o egoiźmie to bzdury – to sprawdź to co mówi. Po prostu odejdź. Jeśli kocha, to marzy o Twoim dobru, Twoim szczęściu – to zaobserwuj co się stanie gdy odejdziesz, czy osoba która tak wiele mówiła o „miłości” będzie Ci błogosławić na drogę? Na pewno nie. Zaczną się wrzaski, manipulacje, ciche dni, groźby, próby samobójstwa, obmawianie Cię przed rodziną i sąsiadami, zabranie Ci dzieci, i zemsta plus nienawiść całe życie, czasem morderstwo lub trwałe okaleczenie. Oto potęga „miłości” którą wszyscy jesteśmy oszukiwani na codzień. Nie ma miłości. To tylko uklad gwarantujacy wychowanie dzieci, chociaż czasem ludzie się do siebie przyzwyczajają i szanują, chociaż to niezmierna rzadkość. Przeważnie jest faktyczny rozpad po kilkunastu latach, czasem po kilku – a utrzymywany by były pieniądze i rodzina nie gadała.
„Kocham Cię, ale gdy odejdziesz zarżnę jak świnię” - witajcie na świecie hipokryzji i obłudy.
A po kilku latach „miłości” zostaje tylko danie mężowi dupy w sobote wieczór, w nadziei że w niedzielę jak będzie zadowolony to może kupi coś więcej w supermarkecie, do którego odświętnie ubrani udadzą się całą rodziną, sztucznie uśmiechając i pstrykając zdjęcia na NK, w międzyczasie, w przerwach między błyskami flesza awanturując się o ceny ziemniaków „bo w tesco taniej o kilka groszy”. Wąsaty i brzuchaty od piwa i sportu (tylko w telewizji) mąż nienawidzi „tej suki” ponieważ brała tabletki anty a zaszła w ciążę (Miś! Nie wiem jak to możliwe! To chyba znak od Boga! Będziesz tatusiem! Cieszysz się kochanie?!?) i już nie może siedzieć w barze całymi dniami i pić piwo z kolegami, a ona, wypachniona i cała w tapecie (ale rąk po wyjściu z toalety nie myje) nienawidzi „tego pieprzonego dziada i skąpca” bo mogła być z bogaczem (jeden taki kiedyś na nia spojrzał, jak nic chciał ją utrzymywać) i zamiast pchać wózek z zakupami w niewygodnych szpilkach wylegiwać się na Majorce, i zajadać kaszanką.
A w tym wszystkim rośnie dziecko, istotka która po wyjściu z takiego domu będzie albo chora psychicznie, albo manipulantem, albo bandziorem. Oto owoce „miłości”.
|
W Polsce nie ma autostrad?A4,A2,A1
spekulacje zero dowodow kazdy moze ...
to wszystko Brutalu aka Idioto?
Dobrze, że ty masz zajebiste argument...
akurat to ze slupki PO ida w gore to ...
PiS jest tylko mkedialnie sklucony z ...
wiec postepujesz wbrew temu co sam na...
tak jak myslalem zero argumentow Brut...
Gdyby to miała być piękna kobieta to ...
Nieźle się pastwicie nad tym Sławkiem...
Tak, wystąpienią Niesiołowskiego czy ...
Ta babka Krzywonos mówiła w wywiadzie...
Kaczor dzieli ludzi, ale np Palikot j...
SZUKAM MĘZATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
SZUKAM MĘŻATKI KARMIĄCEJ PIERSIĄ
Mistrzu , dobrze piszesz.
Ja się podpisuję, Mistrz.
czemu sie nikt pod tym tekstem nie po...
Np. stąd: link:http://www.youtube.co...
DaNkE sHe LoL hIhIhI PoZdRóWeCzKa
Proszę
To znaczy się komplementujesz mnie cz...
A strzeliłęm se dziś arta jednego Edy...
Ja się nad tym zastanawiam cały czas,...
Ano mam, jestem aktualnie w ciagu sło...
Oczywiście ze posiłkuję się informacj...
Skąd pewność że pani Krzywonos kłamie...
posiłkujesz się tym co już zostało wy...
fajny tekst pozdro
Dziękuję Marek,notka wspaniała i wiel...
Artykułu nie da się ocenić, bo jest p...
W dalszym ciągu masz nadwagę
Życie to cel sam w sobie. Nie ma osta...
Brutal a co sądzisz o Bronisławie Ger...
Maruś kiedy nowy artykuł
Niestety, wyglądu nie bedziesz mieć z...
Bazylu? znowu ? jezu czlowieku Daniel...
wole podziw z powodu wygladu niz boga...
Sory ziom ale Mikkego to ja widzialem...